11 Nov 2007 Jacek
4 XII - pokaz zdjęć na AE
We wtorek 2 grudnia w kole podrozniczym Wagabunda przy Akademii Ekonomicznej zaprezentujemy troche naszym zdjeć z podrózy.
Tytul pokazu: "Wyspy - oazy spokoju". - Hawaje (Wojtek solo), - Wyspa Wielkanocna i ¶wieta Wielkiej nocy obchodzone przez jej mieszkanców, - Ometepe - wyspa na jeziorze Nikaragua, - wyspy jeziora Titikaka - dwie strony jeziora (peruwiańska i boliwijska). Wszyscy mile widziani. Będzie czas na zadawanie pytań, a po pokazie napewno na wspólne piwko. 19 Jul 2007 Jacek
Pokaz zdjec
W sobote (21 lipca) o godzinie 17 zapraszamy wszystkich chetnych na pokaz naszych zdjec z wyprawy. Spotkanko przy piwku, naszych fotkach, i mamy nadzieje ciekawych opowiesciach odbedzie sie w klubie VERTIGO na Krakowskim Kazimierzu. (Ulica Estery, przecznica ulicy Miodowej w strone Placu Nowego)
Kto ciekaw i zyw niech sie stawi :) Aha... to piwo niestety nie jest wliczone w zaproszenie :) 05 Jul 2007 Jacek
Ano wrocilismy
Od 4 dni jestesmy na nowo mieszkancami Krakowa. Dziwne uczucie nie przejezdzac set kilometrow jednego dnia. Dziwnie budzic sie i wiedziec gdzie sie bedzie spalo kolejnej nocy.
Jak narazie zostajemy w domu :) Odpoczywamy po naszej podrozy, przegladamy zdjecia, zaczynamy marzyc o kolejnych wielkich trasach. Na te napewno przyjdzie pora w przyszlosci. 03 Jul 2007 wojtek
...to juz jest koniec
Zdarzylo sie 30 czerwca:
Meksyk pozegnal nas pieknie.Pusty jeszcze wczoraj plac Zocalo wypelnil sie dzis tysiacami mlodych. Geje, lesby i transwestyci maja dzis swoje swieto. Ciezko przedrzec sie przez napierajacy tlum. Tu kolorowe motyle, tu grupa polnagich policjantow. Do tego wymalowani transwestyci paradujacy przed dziwnie spogladajacymi "normalnymi". Ci normalni jednak i dziwnie spogladaja na nas. Czyzby wzieli nas za pare egzotycznych "chlopczykow". Ktoz to wie. Nim jednak dane nam bylo napatrzyc sie na seksualnych odklejow, zaliczylismy ostatnie riuny - Teotihuacan. To tu Aztecy ulokowali swe najwieksze miasto na Tolteckich rubierzach. Miasto ciagnie sie wzdluz Aleji Smierci liczacej bez mala 3 km az po Piramide Ksiezyca. Ta wznosi sie obecnie na wysokosc 50m. Cztery jej poziomy usytuowane zostaly na podstawie 500*144 stop. Jednak musi ona ustapic miejsca Piramidzie Slonca, z ktorej roztacza sie kosmiczny widok na calosc ruin. Po zaliczeniu azteckich ruin szybkie odwiedzenie glownej katedry i spacer przy pozostalosciach Azteckiego Temple w centrum miasta. Przed nim potomkowie Aztekow poprzebierani w "przescieradla" i kolorowe pioropusze zaczynaja stroic instrumenty. My po raz ostatni "sluzbowo" odhaczamy ruiny by za moment juz z plecakami przystanac na moment przed kolorowa grupa tanczacych meksykanow. Drewniane grzechotki na nogach wystukuja rytm nadany przez skorzany beben. Posrodku dym paleniska unosi sie z wolna ku gorze, gdzie w ostatecznosci zostaje rozwiany przez sporych rozmiarow pioropusze sterczace z glow azteckich potomkow. Piekne pozegnanie zgotowal nam Meksyk. Milo byloby zatrzymac sie tu jeszcze na kilka nocy...ale coz "my musimy leciec..." 03 Jul 2007 wojtek
Mega przejazd i puste Zocalo
Zdarzylo sie 28-29 czerwca:
Ostatni przejazd okazal sie byc NAJ. Mialo nie byc tanich busow w strone stolicy z kolonialnego miasteczka Chiapas. Pewnie,ze nie ma dla tych co nie pytaja,oraz tych ktorzy kochaja luksus semi-camy. My wykopalismy spod ziemi niezle wygladajacy bus drugiej klasy za pol ceny. Zezowaty koles wpiasl nasze imiona na wydarta z zeszytu kartke- to jest nasz bilet, przepustka na poklad. Tu jedna rodzinka z trojka dzieci i kilka pojednynczych osob. Jest wiec miejsce na wyciagniecie sie w poprzek. Po godzinie jazdy przystajemy jednak na jednym z placykowby...zmienic srodek transportu. Jesli bus z ktorego wysiedlismy byl klasy II, to pudlo, w ktorym przyjdzie nam pokonac kilkaset km do Meksyku okazuje sie byc liga okregowa. Sztywne siedzenia z przyrdzeiwalymi opieradlami to dopiero poczatek. Po kilkudziesieciu minutach wyczekiwania pan kierowca odpala silnik. Ten chodzi "plynnie" - czlowiek nie slyszy swoich mysli a przy odrobinie gazu zipie jakby za moment mial wyzionac ducha. To juz wiemy dlaczego przejazd jest dwukrotnie tanszy od luksusowych ADO czy OCC. Pytanie tylko zasadnicze - czy tym czyms dojedziemy do celu? Czy silnik nie wyskoczy podwoziem na jezdnie a klocki hamulcowe zetra sie na proch przy kolejnym zwolnieniu. Jest smiesznie, lecz jedno jest pewnie - tu sie nie wyspimy!...chwila, moment przecie cala lezanka z tylu pusta. Klade sie, prostujac cierpnace juz z lekka nogi. Poduszki zjezdzaja jednakze rdzawej konstrukcji a zar silnika czuc na calym ciele. Nagle - JEB!, Jacek w smiech a nasz nowy "kumpel" prawie nakryl sie nogami. Tak sie smacznie przeciagal, ze jego konstrukcja nie wytrzymala i strzelila o podstawy. Dwa siedzenia zlikwidowane a przypakowany macho bedzie musial kolejna godzine jechac z rozpieprzonym problemem na swych kolanach - nic to w koncu Primero Classe:) Wracam do lezakowania, choc gorac daje sie we znaki coraz bardziej. Pokrywa znad silnika w koncu nie wytrzymala i strzelila do gory wyrywajac nity. Opary znad motoru moga poparzyc, wiec tyle byloby ze smacznego spanka. Po takiej samoistnej demolce tylow przeskakujemy do bardziej bezpieczniejszych lecz i ciasniejszych rzedow. Kumpel smieje sie niczym dziecko po raz kolejny odpalajac slabe "pukanko" na swym celularze. ...stoimy, czas na bano. Silnik gasnie na moment. Nasz szofer najwidoczniej zlitowal sie nad nim dajac upragniona chwile ulgi. Jednak chwila zamienia sie w nieplanowany dluzszy postoj. Ten konczy sie zas znana nam juz historia. Kilku "osilkow", w tym i ja pchamy ciezka, zelazna bude w jedna, to druga strone az ta znow rozgrzeje sie do czerwonosci i ruszy w dalsza droge - to nie Tramat, to DRAMAT...pojechali Po tylu wrazeniach i nieprzespanej nocy ladujemy w stolicy. Pierwszy rzut oka na Zocalo - ogromny plac bijacy pustka. Na srodku powiewa sporych rozmiarow flaga, ktora uroczyscie zostanie sciagnieta przez "garstke" wojakow z malymi pukawkami przy dosc smniesznej nucie z trabki. Czas na Guadelupe. Pora podziekowac za opieke podczas 4-miesiecznej podrozy i powierzyc kolejne prosby patronce Meksyku. Guadelupe przypomina krakowskie Lagiewniki. Spory plac ze stara i nowa bazylika. W drugiej obraz Maryi ulokowany w centrum oltarza. Guadelupe razi jednak licznymi kramami umieszczonymi gdzie popadnie, a budka z lodami w bazylice centralnej to juz lekka przesada. Az sie prosi by Jezus raz jeszcze przegonil towarzystwo ze swiatyni, bo widocznie to niczego sie nie nauczylo przez ponad 2 tys lat. Wsrod pamiatek przewijaja sie motywy Juana Pablo II wraz z Maryja, badz tez San Juan Diego, tego ktory ujrzal "matke" wsrod czerwonych roz. Po Guadelupe czas na zakupy. Mercado Artesanial zaskoczylo cenami. Tak wiec upatrzone sombrero i niczego sobie ponczo laduje w siatce..."muy barato". Regalo mamy z glowy. Powrot na Zocalo. ktore niczym dzis nas nie zachwycilo, wrecz przeciwnie jego makiety z poczatlu XXw wygladaja o wiele ciekawiej, z zielonym parkiem posrodku i tramwajka okalajaca wielki plac. Wizyta na Plaza Garibaldi byla piekna odmiana surowego Zacolo. To mieksce Mariachich. W kilkuosobowych grupkach podgrywaja na maksykanska nute. Robi sie coraz ciemniej, przybywa coraz wiecej miejscowych, degustujacych trunki i niezawsze radosna muze pieknie ubranych mariachich. Plac zapelnia sie w oku mgnienia a my powoli robimy kolejny obchod wokol muzykow. Jest cudnie. Ostatni browar na amerykanskiej ziemi sciagamy na podescie wsluchujac sie w trio starszych panow. ...Mariachi loco quiere bailar..., chcieli i zatanczyli pod kolumnami rozbawiajac coraz liczniejsze grono przechodniow. Jutro ostatni dzien wyprawy... Content Management Powered by CuteNews
|