Menu

- News

- Archiwum

Skoki


- Fotki

- Ekstra
- Relacje
- Klasyfikacja

Kallio Mafia


- Mika Kallio

- Vesa Kallio
- Ekstra
- KTM
- Fotki
- Relacje
- Klasyfikacja

KP i nowela

-
Kadra KP
- KP
- KPse
- Fast & Furious
- Nowela
- Księga Gości

Plus

- Opowieści
- Forum
- Linki
- Thx
- O mnie
- Księga Gości

Layout By

 

Finlandia 2002

Wielka przygoda, czyli moja wycieczka do Finlandii :)

    I oto w wielkim skrócie dowiecie się jak przebiegła wymiana polsko-fińska zorganizowana przez moją szkołe (i nie tylko, bo również w wymianie brały udział inne szkoły z Krakowa oraz Iwonicza i Krosna)... za co organizatorom WIELKIE KIITOS!! :) A wszystko zaczęło się już w lutym, kiedy to fińscy uczniowie przyjechali do Polski...  

Te dwa tygodnie zleciały w mgnieniu oka... ale do dziś pamiętam wiele wspaniałych chwil spędzonych z moimi fińskimi przyjaciółmi! :) Na ich przyjazd czekałam długo, właściwie nie wierząc z początku, że za ugoszczenie ich w naszym pięknym (hihi autoreklama :P) mieście, kiedyś ja zostanę ugoszczona przez nich! :) Moje "pessimistic vision of the world" odzywało się we mnie głośno i uparcie twierdziłam, że jeśli ktoś uczestniczący w wymianie nie pojedzie do Kraju Tysiąca Jezior to będę właśnie ja! :P Myliłam się jednak... ale za nim opowieść o "Spełnionych marzeniach" jeszcze w fotograficznym skrócie pobyt Finów w Polsce oraz krótki artykuł z Dziennika Polskiego!

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

banda finczykow.jpg (48468 bytes) finowie.jpg (46582 bytes) henri i my.jpg (38212 bytes) w jamie miechalika.jpg (45828 bytes) my i jiri.jpg (35651 bytes)

z finami w knajpce.jpg (57013 bytes) ziemniaki.jpg (38885 bytes) finiatka i ja.jpg (55861 bytes) 

my i joonas.jpg (36454 bytes)

FINLANDIA 26.IX.02-13.X.02

Podróż... tam i z powrotem... czyli ponad 6000 km przez Polskę, Łotwę, Litwę, Estonię i Finlandię oraz 100 mil morskich Bałtykiem...

Podróż owszem długa i męcząca, ale czego się nie robi... a przy okazji było bardzo wesoło i grupa uczestnicząca w wymianie miała wystarczającą ilość czasu na zintegrowanie się jeszcze przed wjechaniem do Suomi! :) Już od początku w autobusie było bardzo gwarno, a później wciąż gorąca atmosfera przeniosła się to do pokoi w Augustowie, gdzie spędziliśmy jedną krótka noc (tu podziękowania dla Maćka za urozmaicenie wieczoru... hihi a taki fajny termos był :P). A rano... boziu jak dla mnie zabójczo rano ruszyliśmy dalej! I znów było bardzo wesoło... dotarliśmy do Rygii. Dla mnie miasto to było wielkim zaskoczeniem! Nie spodziewałam się, że będzie tam aż tak ładnie... chociaż prawdziwe zaskoczenie przyszło dopiero w Tallinie... Ale wracając do Rygii... zwiedzaliśmy ją też nocą! Robi wrażenie... zresztą ja ogólnie lubię zwiedzać nocą, taka pora ma swój niepowtarzalny klimat... a przy okazji wyjechaliśmy stamtąd również w nocy, a jeśli mam jechać autobusem też wole podróżować w późnych porach. Jak dla mnie zatem wycieczka już wtedy była bardzo interesująca, a co najlepsze miało mnie dopiero spotkać! :) W sobotę byliśmy wreszcie w Tallinie (a wyjechaliśmy w czwartek) Przepiękne portowe miasteczko! Można by zwiedzać i zwiedzać.. ale niestety czasu mieliśmy nie wiele, bo o godzinie 17.00 czekał na nas prom. Hehe i tu niektórzy dostawali schiza! :P A Walker kołysał się robiąc na złość tym, którzy najbardziej bali się przeprawy! :P Nie taki jednak diabeł straszny... a może to dzięki temu, że Bałtyk był spokojny?? :P W każdym razie dotarliśmy!!! Na horyzoncie widać pierwsze budynki Helsinek!! Hihaaa.... i sen zaczyna być co raz bardziej realny!! :D Dobiliśmy do portu bez problemu... i wreszcie mój pierwszy krok po fińskiej ziemi!! Hehe... cóż za cudowne uczucie!! :P ;) "Całuję ziemie po której stąpasz!" :P A tak szczerze, za wiele się po tej ziemi nie nachodziłam, bo wpakowali nas z powrotem do autokaru i jazda w dalszą drogę... przez Tampere do Kokkola! :) Miałam mocne postanowieni rozglądania się i chłonięcia piękna natury, ale zdaje się nim wyjechaliśmy z Helsinek udało mi się usnąć! :P Zresztą i tak za wiele bym nie zobaczyła... ciemno było... pamiętam tylko las, las i jeszcze raz las! :) 

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!   

tallin port.jpg (59693 bytes) ja i lukasz na promie.jpg (44951 bytes) my na promie.jpg (48578 bytes) zamek tallin.jpg (72753 bytes) ryga.jpg (62418 bytes)

ryga kosciol.jpg (61089 bytes) tallin baszty.jpg (56634 bytes) tallin cerkiew.jpg (56360 bytes)

Kokkola czyli pierwsze zetknięcie się z fińską naturą, rzeczywistością i zwyczajami! :)

O czwartej nad ranem dotarliśmy do Kokkola... wszyscy zmęczeni marzyli tylko o jednym... gorącym prysznicu i łóżku! Autokar zatrzymał się pod internatem... trochę dziwiło nas, że przed wejściami palą się znicze, większości skojarzyło się to dosyć nie miło... dopiero chwilę potem dowiedzieliśmy się, że w fińskim zwyczaju leży palenie świec kiedy przybywają goście. Jest to znak dla sąsiadów, że przyjmuję się gości, a dla samych zainteresowanych oznacza, że są mile widziani. :) Rozpakowywanie i zakwaterowanie całej grupy potrwało do szóstej... ja tą noc (o ile krótką drzemkę między szóstą a jedenastą można nazwać nocą :P) spędziłam w śpiworze na podłodze... zaliczałam się bowiem do tej nielicznej grupy, która następnego dnia miała ruszyć w dalszą drogę... do Rovaniemi! :) Wcześniej jednak mieliśmy jeszcze pół dnia na zwiedzenie Kokkola... bardzo fajnego i przyjemnego miasteczka! :) Śniadanie jedliśmy na lunch, ale nikomu to nie przeszkadzało, bo i tak zjedlibyśmy wszystko co smakowało inaczej niż gorące kubki :P Właśnie wtedy przekonałam się, że Finowie rzeczywiście do wszystkiego piją mleczko! :) Po śniadaniu ruszyliśmy pooglądać miasto i jego okolice. Wieczorem natomiast udaliśmy się do oddalonej o kilka kilometrów miejscowości gdzie czekało na nas przyjęcie powitalne w pięknym drewnianym domku w środku lasu! :) Dookoła cisza, spokój i niesamowita atmosfera! :) Znów mieliśmy okazje skosztować fińskich przysmaków, a potem czekało nas coś, co wszyscy z wycieczki zapamiętali chyba najlepiej... FIŃSKA SAUNA! :D Gorące klimaty... hehe... tym bardziej, że w rezultacie zrobiliśmy saunę "integracyjną" :P Co prawda po pierwszych kilkunastu minutach wszyscy byli już porządnie wypoceni.. ale wtedy nie pozostaje nic lepszego jak tylko wybiec z sauny, na bosaka przebiec po zielonej trawie i z radością dziecka wskoczyć do Bałtyku!! :D Ah.. czułam się tak jakby ktoś przyprawił mi skrzydeł! :)))) Tego z pewnością nie zapomnę! Niektórzy potrafili tak biegać tam i z powrotem przez trzy godziny... dopóki nie wpakowali ich na powrót do autokaru i zawieźli do Kokkola. Dwunastka osób została jednak w domku nad morze.. właśnie tam czekaliśmy aż przyjdzie czas ruszyć dalej. O wpół do trzeciej w nocy wsiedliśmy w pociąg do Rovaniemi... po drodze cztery osoby wysiadły w Kemi... a ósemka ciągle brnęła na północ...

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

na pomoscie.JPG (54352 bytes) nad morzem z lukaszem.JPG (57899 bytes) kokkola.JPG (79994 bytes) zachod slonca.jpg (38655 bytes)

Rovaniemi czyli koło podbiegunowe, renifery i "te sprawy!" (Beata, Kinga, Justyna WY wiecie jakie... buhahahaha :P)

Poniedziałek 30.IX.02

Szczerze powiedziawszy myślałam, że będziemy mieć trochę czasu na odpoczynek... po pięciogodzinnej podróży i wcześniejszych trzech prawie nie przespanych nocach nie myśli się raczej o niczym innym jak o ciepłym łóżeczku, tym bardziej, że wysiadając z pociągu o ósmej rano na zewnątrz było zdecydowanie zimniej niż się spodziewałam! :P Ale to chyba był pierwszy szok, bo później okazało się znów, że wcale tak zimno na (prawie) kole podbiegunowym nie jest! Hihi.... Wracając jednak do sprawy! Po dosłownie kilkuminutowym pobycie w naszym "apartamencie" (:P) Reija i Paula zabrały nas do szkoły... heh do takiej szkoły to ja bym mogła non-stop chodzić. :P Nie dosyć, że fińczyków pełno dookoła to jeszcze sam wygląd szkoły i to jak jest zorganizowana zachęca do nauki! :) Po lunchu (hihi i znow fińskie potrawy... gdzieś tak po tygodniu czułam się prawie jak królik, bo strasznie dużo sałatek, surówek itp. tam jedzą.. i oczywiście mleczko obowiązkowo! :)) i wykładzie na temat szkoły, jej historii i organizacji wreszcie miałyśmy chwilę wolnego! Ale też nie za wiele... zdążyłam się jedynie rozpakować i wziąć prysznic (a po drodze wpaść w panikę, bo brało wody :P), a potem znów do szkoły... tym razem jednak na Univerisity of Lapland! :D Podejrzewam, że wykład mógłby być całkiem ciekawy, gdyby był po angielsku... a tak nasłuchałam się jedynie pięknego języka jakim jest fiński, z którego niestety nie wiele rozumie! :( Nio, ale w sumie i tak było warto iść, żeby chociaż zobaczyć jak ten uniwersytet wygląda... a po za tym zobaczyć, że większość Finów jeździ do szkoły (i nie tylko) na rowerach (i tu buhaha przypomniał mi się Ksysio z KP i jego mania :P)!! 

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

domek.JPG (44210 bytes) rowery.JPG (72675 bytes) uniwersytet.jpg (53440 bytes)

Wtorek 1.X.02

Kolejny dzień... po kolejnej prawie nie przespanej nocy. Zbyt dużo wrażeń zostało w nas po podróży i emocje wciąż nas rozpierały, dlatego wcześniej położyć się nie było mowy... ale w szkole na ósmą trzeba było się stawić. Dzień wcześniej słyszałyśmy, że spóźniać się nie wolno, ale mimo tego, że przyjęłyśmy to do wiadomości i tak nie udało nam się dojść na czas! :P Cóż weszłyśmy kiedy lekcja już się rozpoczęła, ale i tak przywitali nas bardzo miło! :) I tym sposobem po raz pierwszy przekonałam się jak wyglądają zajęcia w fińskiej szkole... i powiem, że gdyby u nas też tak wyglądały chętniej chodziłabym do szkoły! Hehe. :P Ja po prostu nie lubię wkuwać na pamięć, a oni właśnie tego nie robią... mają więcej praktycznych zajęć na których uczą się naprawdę ciekawych rzeczy! :) To była lekcja tzw. "Somistamo" czyli... hm jakby to wytłumaczyć... pisania, kaligrafii, reklamy... coś w tym stylu :) A po obowiązkowym lunchu kolejne zajęcia. Tym razem "computer lessons" hihi i znów wygląda to trochę inaczej niż u nas... poczynając od tego, że każdy uczeń ma swój komputer... bo niestety u mnie w szkole zdarzało się, że czasem kompów nie starczało... :( Wróćmy jednak do Finlandii! Po zajęciach chwila wolnego czasu na krótkie zakupy, zaglądniecie na pocztę i wysłanie widokówek (pozdrófka przy tej okazji dla moich Varjatek! :)), a potem czas na saunę (awww hihi) i basen! :) Tylko żeby tam dotrzeć od nas z domu, trzeba było chyba pół Rovaniemi przejść... ale dla chwili w saunie - WSZYSTKO! :P Hehe! W końcu taki relaks i odprężenie, że nawet warto się przed tym nachodzić! :) Szczęściem, wieczorem, z powrotem do domciu zafundowali nam taksówkę! :P I tak minął kolejny dzionek kończący się tradycyjnie na rozmowach, chwilach spędzonych przed TV (wsłuchując się w fińskie wiadomość :P) i wreszcie ciepłym łóżeczkiem...

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

dekoracja.jpg (48111 bytes)  terve.jpg (49258 bytes) szkolka z zewnatrz.jpg (53138 bytes) lekcja.jpg (59459 bytes) 

zegar.jpg (34663 bytes)

Środa 2.X.02 - Ranua ZOO i "Kalevala Project"   

Ten dzień zapowiadał się bardzo ciekawie... a przy okazji zdawało mi się, że będzie dobra okazja do porobienia fotek! :) W końcu nie codziennie widzi się renifery i misie polarne (:P).... i pewnie rzeczywiście zrobiłabym masę zdjęć gdyby nie fakt, że moja best friend zatrzasnęła klucze w pokoju... nio i okazało się, że na kilka minut przed wyjściem wszystko co nam potrzebna mamy w pokoju... zamkniętym. Tak więc o aparacie, plecaku itp. mogłam zapomnieć, przynajmniej do wieczora, kiedy to przychodził przeważnie ktoś sprzątać, z zapasowymi kluczami... początkowo nie powiem, żebym się nie wkurzyła, ale szybko mi przeszło i postanowiłam mimo tego dobrze się bawić... pocieszałam się faktem, że kurtkę i buty mam na wieszaku w przedpokoju... i że w ogóle zdążyłam się ubrać! :P Pomyślała, że mogło być znacznie gorzej i już rozchmurzona wsiadłam do autobusu. :) No i było wesoło! :D Zwiedziliśmy okolice Rovaniemi, zobaczyliśmy najstarszą szkołę w tym regionie i muzeum, a przy okazji jeszcze załapaliśmy się na wykład o tzw. "Kalevala Project"... wiele ciekawych rzeczy się nauczyłam, a na koniec wreszcie dotarliśmy do ZOO! :D Hihaaa... reniferki rulezzzz (it's renifer.. alelluja... buahaha... pozdrófka dla Pit-Bulla! :)) a polarne miski i lisy arktyczne są przekofane... jejku ja wiem, że to może brzmieć śmiesznie, ale dla mnie zobaczenie tych wszystkich zwierzątek było czymś cudnym hihi.. po za tym fińskie zoo wygląda zupełnie inaczej niż takie np. u mnie w Krakowie. Zbudowane jest w środku lasu i zwierzęta mają warunki zbliżone do naturalnych... nie gniotą się klatkach tak jak u nas...  W każdym razie kolejną atrakcją była znajdująca się w pobliżu zoo wytwórnia słodyczy "Fazer"... a skoro wytwórnia wszystko po cenach niższych niż w centrum Rovaniemi.. tak więc każdy zaopatrzył się w to co lubił (np. cukierki "Finlandia" hihi... Nimro wreszcie udało mi się je kupić... ale i tak możesz mnie zaprowadzić do tego sklepu u nas :D) i wtedy zadowoleni i znów pełni wrażeń mogliśmy wracać do Rovaniemi. Tam czekała na nas kolejna niespodzianka... a mianowicie mogłyśmy zobaczyć jak wygląda "chrzest" dla nowych nauczycieli naszej szkoły (buahaha pisze "naszej" tak jakbym co najmniej się już tam przeprowadziła i uczyła :P) Po za wiedzą na temat szkoły, nauczyciele musieli wykazać się również sprawnością fizyczną i użyć wyobraźni! :) Bardzo ciekawy sposób wprowadzania nowych nauczycieli w szkolne mury... proponuję organizować takie konkursy również w Polsce! :) Hehe... cała impreza zakończyła się ogniskiem (mimo iż na przemian świeciło słonce, padał deszcz, sypał śnieg i wiało) na którym upiekliśmy przepyszne łososie i trochę warzyw! :) Miodzio!!! :) Potem pozostało nam już tylko dowlec się do pokoju... a wcale blisko nie było.... szczęściem udało się nam odzyskać klucze (Reija KIITOS! :D)

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

ranua.jpg (67493 bytes)

Czwartek 3.X.02

WOW... wreszcie zaczęli prowadzić lekcje po angielsku... hihi... i dobrze, bo przyznam szczerze, że zaczynałam powoli mieć dosyć fińskiego. (:P) Na pierwszych zajęciach określaliśmy siebie za pomocą zdjęcia... tz. po prostu wybieraliśmy fotkę, która najbardziej nas charakteryzuj i ją omawialiśmy... no i większość Finów twierdziła, że jest "shy" hihi... ale ogólnie zrobiło się wesoło i znów dowiedziałam się kilku rzeczy o Finiątkach! :) Po tradycyjnym lunchu poszliśmy na kolejną lekcję... i znów skończyło się na tym, że my opowiadaliśmy o sobie i Polsce, a Finowie o Finlandii... wcześniej jednak rozwiązaliśmy kilka ćwiczeń z angielskiego i buahha... normalnie miałam KP na żywo! :) Pięciu chłopaków siedzących za mną zachowywali się mniej więcej jak Janne nierozłączki i spółka hihi :D Poczynając od tego, że Jani kłócił się z kumplem, aż wreszcie przyłożył mu w łeb, a kończąc na tym, że Ville za grosz nie uważał hehe. :P I buahha... nawet jeden Kokkonen się w klasie znalazł  tyle tylko, że Akseli na imię nie miał! :P Ale za to Pekka, Mika, Ville... tych imion było pod dostatkiem... a Vellu, Tami i Mattipodobnych można było spotkać na każdym kroku.. nio żyć nie umierać hihi. :P :D Po zajęciach wróciłyśmy do naszego "apartamentu", ale znów nie na długo, bo na wieczór dostałyśmy zaproszenie od naszej pani koordynator do domu na kolację... co nas mocno, ale bardzo mile zaskoczyło, bo ponoć Finowie nie mają w zwyczaju zapraszać gości do domów... w każdym razie miałam okazję zobaczyć jak mieszka typowa fińska rodzinka... i zakochałam się po prostu! :D Niski, parterowy domek, wyglądający skromnie, ale pięknie i cały z drewna! :) Obowiązkowo oczywiście z sauną, z której po pysznej kolacji mieliśmy okazje skorzystać! :) Oj nio kofam to!!!! :D :D Ja się muszę tam kiedyś przeprowadzić... 

Piątek 4.X.02

No i wreszcie nadeszła długo oczekiwana lekcje fińskiego... hihi... chociaż szczerze powiedziawszy wiele nowego się na niej nie nauczyłam to i tak było fajnie! :) Chociaż spodobało mi się jedno słówko, którego do tej pory nie znałam... i teraz uwaga wypuszczę się, bo pewnie wszyscy już go znają i tylko ja jestem taka opóźniona hehe.. ale oki, chodzi mi o słowo "Heippa", które znaczy tyle co nasze "Cześć"... a łamanie języka było na życzeniach smacznego "Hyvää ruokahalua" hihi... ojć kofam ten język! :D :D W ten dzień "Finnish lessons" było naszą jedyna lekcją i po lunchu mogłyśmy wrócić do domciu. Korzystając z okazji, że mamy trochę wolego czasu wybrałyśmy się z kumpelą na spacerek po Rovaniemi! :) Mimo, że dotarłyśmy nawet do połowy miejsc do których chciałyśmy dotrzeć to i tak warto było nawdychać się arktycznego powietrza! :D Późnym popołudniem czekało nas spotkanie, z naszymi znajomymi z Kokkola, Kemi i Nivala. Oj nie widzieliśmy się zaledwie kilka dni, ale przy powitaniu radości i krzykom nie było końca! :) (i znów pozdroofka dla Zuwika - www.kokkola.prv.pl - Maćka, Damiana, Walkera i Reniferów! :)) Kolacyjka przygotowana przez fińskich studentów była mniami... i nawet renifer okazał się jadalny! :P A tak serio, początkowo jakoś z dystansem podchodziłam do mięsa z renifera, ale kiedy go spróbowała.... pychaaa! :D Wieczór pozostał nam na zakwaterowanie grup, które przyjechały do nas na weekend, a potem zaczęła się już nieustająca impreza... 

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

skuter.JPG (75271 bytes) rovaniemi jeziorko.jpg (45838 bytes) rovaniemi.JPG (28883 bytes) beata, reija, paula i linda.jpg (55707 bytes) maciek i ja.JPG (40049 bytes)

Sobota 5.X.2002

Ihaa… cóż za dzień pełen wrażeń był!! Aż chyba należałoby go podzielić na części :P Tak więc po raczej krótkiej nocy.. choć możnie nie nocy, a śnie, w pięć osób na trzech materacach nadeszło wreszcie to na co wszyscy czekali! :P Ale po kolei…

Arktikum

Zwiedzanie tego dnia rozpoczęliśmy od muzeum Arktycznego lub jak kto woli muzeum "Ludzi Północy" hehe :D Bardzo ciekawe zajęcie! :) Chociaż spodziewałam się troszkę czegoś innego w rezultacie i tak bardzo mi się podobało. W muzeum poza wypchanymi niedźwiadkami polarnymi, reniferkami itp. można było również zobaczyć jak mieszkają, żyją i polują „Ludzie Północy”. Było nam również dane zobaczyć film o zorzy polarnej… coś pięknego, chociaż w  wersji „live” jeszcze piękniejszego! :D :D Po kilku godzinach spędzonych w gmachu muzeum udaliśmy się w dalszą część wyprawy…

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

arktikum.JPG (54303 bytes) arktikum front.JPG (56467 bytes) my w arktikum.JPG (52856 bytes) 

w muzeum.jpg (44358 bytes)

Wioska Świętego Mikołaja! :)

Boziu i co się tam działo… hehe wierzcie albo nie, ale dla większości z nas spotkanie ze Św. Mikołajem to było jak spełnienie dziecięcych marzeń… jessoo ON naprawdę istniej! :P :D Już w drodze do jego wioski wszyscy siedzieli jak na szpilkach, a kiedy tyko autobus zatrzymał się na miejscu wszyscy wyskoczyli z niego jak najszybciej potrafili, żeby przez przypadek nie zabrakło czasu na oglądniecie dokładnie wszystkiego! :) Cóż za radość… a jaki pożeracz pieniędzy przy okazji (:P) przecież nie było możliwości, żeby nie kupić sobie jakiejś pamiątki… a przeważnie nie kończyło się na jednej, bo przecież rodzinka, przyjaciele… No ale kurcze w końcu to ŚWIETY MIKOŁAJ! :P :D :D No i zrujnowałam się do reszty, ale warto było! :) Teraz w domu mam kolekcje reniferków, czepek, kubków itp. :P :D No, ale Wioska Mikołaja to nie tylko prezenty… tam również znajduje się linia koła podbiegunowego… wiecie jakie to fajne uczucie móc w ciągu sekundy przekroczyć tą linie?? To ja Wam mówię, że niesamowite! :) No, ale to był dopiero początek dnia…

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

kolo podbiegunowe.JPG (59770 bytes) lawa u mikolaja.JPG (57835 bytes) lina kola podbiegunowego.JPG (54350 bytes) lina kola podbiegunowego i ja.JPG (57985 bytes) my elfy.JPG (77100 bytes)

prezenty.JPG (53732 bytes) my i mikolaj.jpg (79478 bytes) strefy.JPG (70643 bytes) u mikolaja.jpg (49104 bytes) swieta.jpg (75858 bytes)

Skocznia Narciarska czyli Ounasvaaran Hiihtoseura…. Ihaaaa! :D

No więc jakby ktoś się nie domyślał, po odwiezieniu Mikołaja wróciliśmy do Rovaniemi… już od samego początku pobytu w Finlandii „nudziłam” żebyśmy poszli na skocznie! I ciągle słyszałam, że pójdziemy, ale już powoli przestawałam w to wierzyć… ale jednak poszliśmy! :) Oj i teraz możecie uznać mnie za varjatke, ale ta skocznia dała mi jeszcze więcej radości niż wcześniejsza wizyta u Mikołaja! :P Początkowo nas tam tylko zawieźli i nie chcieli puścić z autobusu, no ale ja się uparłam i powiedziałam, że nie pojedziemy stąd dopóki ja sobie tu nie wysiądę… buahaha sterroryzowałam cała grupę, łącznie z opiekunami i kierowcami :P Ale udało się!! Buahah… boziu to było piękne! Wybiegłam z autobusu z moją veri best friend za nim chyba zdążył się jeszcze do końca zatrzymać! :P Hyhy… i z okrzykiem wpadłyśmy na igielit! A ja, że jeśli o skoczkowe „przygody” chodzi mam szczęście o mało nie wywinęłam efektownego orła, kiedy okazało się, że ta perkelna trawa jest śliska jak cholera! :P :) A później po serii zdjęć i niepohamowanych okrzykach „Finland” okrążyłam skocznie dookoła i ostatnia wróciłam do autokaru… bauhaha dobrze, że siłą nie musieli mnie ściągać! :P ;))) Buahah z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że nie jestem zupełnie normalna :P Ale grunt to dobra zabawa….

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

my na skoczni.JPG (71307 bytes) my zdobywcy.JPG (46077 bytes) skocznia.JPG (55765 bytes) skocznia z boku.JPG (44682 bytes) ja i walker.JPG (57321 bytes) kolo skoczni.jpg (41980 bytes)

Ognisko

Tak więc zabawy ciąg dalszy… po wszystkich poprzednich atrakcjach czekała nas jeszcze jedna miła niespodzianka… 30 km w głąb lasu hyhy :) Właśnie tam na małej polance, tuż nad rzeką czekało na nas ognisko, sauna i śliczny drewniany domek, a wszystko w otoczeniu setek brzóz! :) A wszystko przygotowane przez fińskich uczniów.. boziu jak oni gotują.. awww… można by jeść i jeść :P Jako danie główne zaserwowali nam smażonego na ognisku łososia z warzywami! Pychaaaa!! A na deser jeszcze smaczniejsze ciasto.. buahah gdybym dłużej była w Finlandii z pewnością przez te smakołyki przytyłabym i to sporo. :P Co ciekawe łososia jedliśmy tradycyjnie na drewnianych deseczkach i drewnianymi sztućcami! :) Nie ma jak duże zasoby leśne! :P ;)))) A po kolacji tradycyjnie sauna… oj jak ja za tym tęsknie! :( W sumie ognisko jak każde inne… miło, wesoło i przyjemnie… a potem zmęczeni i pełni wrażeń znów 30 km przez las pieszo i autokarem, żeby wreszcie dotrzeć z powrotem do domciu….

Kliknij na zdjęcie aby powiększyć!

 losos.JPG (80835 bytes) ognisko.JPG (52028 bytes) kucharze.JPG (68324 bytes)

matti kucharz.JPG (64227 bytes)

(c) 2002-2007 by Skowro. Wszelkie prawa zastrzeżone