|
|
|
||
|
|
|||
|
|
|||
|
|
|||
|
|
|||
|
Menu K Plus |
|
Finlandia 2002 Wielka
przygoda, czyli moja wycieczka do Finlandii :) I
oto w wielkim skrócie dowiecie się jak przebiegła wymiana
polsko-fińska zorganizowana przez moją szkołe (i nie tylko,
bo również w wymianie brały udział inne szkoły z
Krakowa oraz Iwonicza i Krosna)... za co organizatorom WIELKIE KIITOS!! :)
A wszystko zaczęło się już w lutym, kiedy to fińscy
uczniowie przyjechali do Polski... Te
dwa tygodnie zleciały w mgnieniu oka... ale do dziś pamiętam
wiele wspaniałych chwil spędzonych z moimi fińskimi
przyjaciółmi! :) Na ich przyjazd czekałam długo, właściwie
nie wierząc z początku, że za ugoszczenie ich w naszym pięknym
(hihi autoreklama :P) mieście, kiedyś ja zostanę ugoszczona
przez nich! :) Moje "pessimistic vision of the world" odzywało
się we mnie głośno i uparcie twierdziłam, że jeśli
ktoś uczestniczący w wymianie nie pojedzie do Kraju Tysiąca
Jezior to będę właśnie ja! :P Myliłam się
jednak... ale za nim opowieść o "Spełnionych
marzeniach" jeszcze w fotograficznym skrócie pobyt Finów w Polsce
oraz krótki artykuł z Dziennika
Polskiego! Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! FINLANDIA
26.IX.02-13.X.02 Podróż...
tam i z powrotem... czyli ponad 6000 km przez Polskę, Łotwę,
Litwę, Estonię i Finlandię oraz 100 mil morskich Bałtykiem... Podróż
owszem długa i męcząca, ale czego się nie robi... a
przy okazji było bardzo wesoło i grupa uczestnicząca w
wymianie miała wystarczającą ilość czasu na
zintegrowanie się jeszcze przed wjechaniem do Suomi! :) Już od
początku w autobusie było bardzo gwarno, a później wciąż
gorąca atmosfera przeniosła się to do pokoi w Augustowie,
gdzie spędziliśmy jedną krótka noc (tu podziękowania
dla Maćka za urozmaicenie wieczoru... hihi a taki fajny termos był
:P). A rano... boziu jak dla mnie zabójczo rano ruszyliśmy dalej! I
znów było bardzo wesoło... dotarliśmy do Rygii. Dla mnie
miasto to było wielkim zaskoczeniem! Nie spodziewałam się,
że będzie tam aż tak ładnie... chociaż prawdziwe
zaskoczenie przyszło dopiero w Tallinie... Ale wracając do Rygii...
zwiedzaliśmy ją też nocą! Robi wrażenie... zresztą
ja ogólnie lubię zwiedzać nocą, taka pora ma swój
niepowtarzalny klimat... a przy okazji wyjechaliśmy stamtąd również
w nocy, a jeśli mam jechać autobusem też wole podróżować
w późnych porach. Jak dla mnie zatem wycieczka już wtedy była
bardzo interesująca, a co najlepsze miało mnie dopiero spotkać!
:) W sobotę byliśmy wreszcie w Tallinie (a wyjechaliśmy w
czwartek) Przepiękne portowe miasteczko! Można by zwiedzać
i zwiedzać.. ale niestety czasu mieliśmy nie wiele, bo o
godzinie 17.00 czekał na nas prom. Hehe i tu niektórzy dostawali
schiza! :P A Walker kołysał się robiąc na złość
tym, którzy najbardziej bali się przeprawy! :P Nie taki jednak diabeł
straszny... a może to dzięki temu, że Bałtyk był
spokojny?? :P W każdym razie dotarliśmy!!! Na horyzoncie widać
pierwsze budynki Helsinek!! Hihaaa.... i sen zaczyna być co raz
bardziej realny!! :D Dobiliśmy do portu bez problemu... i wreszcie mój
pierwszy krok po fińskiej ziemi!! Hehe... cóż za cudowne
uczucie!! :P ;) "Całuję ziemie po której stąpasz!"
:P A tak szczerze, za wiele się po tej ziemi nie nachodziłam, bo
wpakowali nas z powrotem do autokaru i jazda w dalszą drogę...
przez Tampere do Kokkola! :) Miałam mocne postanowieni rozglądania
się i chłonięcia piękna natury, ale zdaje się nim
wyjechaliśmy z Helsinek udało mi się usnąć! :P
Zresztą i tak za wiele bym nie zobaczyła... ciemno było...
pamiętam tylko las, las i jeszcze raz las! :) Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Kokkola
czyli pierwsze zetknięcie się z fińską naturą,
rzeczywistością i zwyczajami! :) O
czwartej nad ranem dotarliśmy do Kokkola... wszyscy zmęczeni
marzyli tylko o jednym... gorącym prysznicu i łóżku!
Autokar zatrzymał się pod internatem... trochę dziwiło
nas, że przed wejściami palą się znicze, większości
skojarzyło się to dosyć nie miło... dopiero chwilę
potem dowiedzieliśmy się, że w fińskim zwyczaju leży
palenie świec kiedy przybywają goście. Jest to znak dla sąsiadów,
że przyjmuję się gości, a dla samych zainteresowanych
oznacza, że są mile widziani. :) Rozpakowywanie i zakwaterowanie
całej grupy potrwało do szóstej... ja tą noc (o ile krótką
drzemkę między szóstą a jedenastą można nazwać
nocą :P) spędziłam w śpiworze na podłodze...
zaliczałam się bowiem do tej nielicznej grupy, która następnego
dnia miała ruszyć w dalszą drogę... do Rovaniemi! :)
Wcześniej jednak mieliśmy jeszcze pół dnia na zwiedzenie
Kokkola... bardzo fajnego i przyjemnego miasteczka! :) Śniadanie
jedliśmy na lunch, ale nikomu to nie przeszkadzało, bo i tak
zjedlibyśmy wszystko co smakowało inaczej niż gorące
kubki :P Właśnie wtedy przekonałam się, że
Finowie rzeczywiście do wszystkiego piją mleczko! :) Po śniadaniu
ruszyliśmy pooglądać miasto i jego okolice. Wieczorem
natomiast udaliśmy się do oddalonej o kilka kilometrów
miejscowości gdzie czekało na nas przyjęcie powitalne w pięknym
drewnianym domku w środku lasu! :) Dookoła cisza, spokój i
niesamowita atmosfera! :) Znów mieliśmy okazje skosztować fińskich
przysmaków, a potem czekało nas coś, co wszyscy z wycieczki
zapamiętali chyba najlepiej... FIŃSKA SAUNA! :D Gorące
klimaty... hehe... tym bardziej, że w rezultacie zrobiliśmy saunę
"integracyjną" :P Co prawda po pierwszych kilkunastu
minutach wszyscy byli już porządnie wypoceni.. ale wtedy nie
pozostaje nic lepszego jak tylko wybiec z sauny, na bosaka przebiec po
zielonej trawie i z radością dziecka wskoczyć do Bałtyku!!
:D Ah.. czułam się tak jakby ktoś przyprawił mi
skrzydeł! :)))) Tego z pewnością nie zapomnę! Niektórzy
potrafili tak biegać tam i z powrotem przez trzy godziny... dopóki
nie wpakowali ich na powrót do autokaru i zawieźli do Kokkola.
Dwunastka osób została jednak w domku nad morze.. właśnie
tam czekaliśmy aż przyjdzie czas ruszyć dalej. O wpół
do trzeciej w nocy wsiedliśmy w pociąg do Rovaniemi... po drodze
cztery osoby wysiadły w Kemi... a ósemka ciągle brnęła
na północ... Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Rovaniemi
czyli koło podbiegunowe, renifery i "te sprawy!" (Beata,
Kinga, Justyna WY wiecie jakie... buhahahaha :P) Poniedziałek
30.IX.02 Szczerze
powiedziawszy myślałam, że będziemy mieć trochę
czasu na odpoczynek... po pięciogodzinnej podróży i wcześniejszych
trzech prawie nie przespanych nocach nie myśli się raczej o
niczym innym jak o ciepłym łóżeczku, tym bardziej, że
wysiadając z pociągu o ósmej rano na zewnątrz było
zdecydowanie zimniej niż się spodziewałam! :P Ale to chyba
był pierwszy szok, bo później okazało się znów,
że wcale tak zimno na (prawie) kole podbiegunowym nie jest! Hihi....
Wracając jednak do sprawy! Po dosłownie kilkuminutowym pobycie w
naszym "apartamencie" (:P) Reija i Paula zabrały nas do
szkoły... heh do takiej szkoły to ja bym mogła non-stop
chodzić. :P Nie dosyć, że fińczyków pełno dookoła
to jeszcze sam wygląd szkoły i to jak jest zorganizowana zachęca
do nauki! :) Po lunchu (hihi i znow fińskie potrawy... gdzieś
tak po tygodniu czułam się prawie jak królik, bo strasznie dużo
sałatek, surówek itp. tam jedzą.. i oczywiście mleczko
obowiązkowo! :)) i wykładzie na temat szkoły, jej historii
i organizacji wreszcie miałyśmy chwilę wolnego! Ale też
nie za wiele... zdążyłam się jedynie rozpakować i
wziąć prysznic (a po drodze wpaść w panikę, bo
brało wody :P), a potem znów do szkoły... tym razem jednak na
Univerisity of Lapland! :D Podejrzewam, że wykład mógłby
być całkiem ciekawy, gdyby był po angielsku... a tak nasłuchałam
się jedynie pięknego języka jakim jest fiński, z którego
niestety nie wiele rozumie! :( Nio, ale w sumie i tak było warto iść,
żeby chociaż zobaczyć jak ten uniwersytet wygląda... a
po za tym zobaczyć, że większość Finów jeździ
do szkoły (i nie tylko) na rowerach (i tu buhaha przypomniał mi
się Ksysio z KP i jego mania :P)!! Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Wtorek
1.X.02 Kolejny
dzień... po kolejnej prawie nie przespanej nocy. Zbyt dużo wrażeń
zostało w nas po podróży i emocje wciąż nas rozpierały,
dlatego wcześniej położyć się nie było
mowy... ale w szkole na ósmą trzeba było się stawić.
Dzień wcześniej słyszałyśmy, że spóźniać
się nie wolno, ale mimo tego, że przyjęłyśmy to
do wiadomości i tak nie udało nam się dojść na
czas! :P Cóż weszłyśmy kiedy lekcja już się
rozpoczęła, ale i tak przywitali nas bardzo miło! :) I tym
sposobem po raz pierwszy przekonałam się jak wyglądają
zajęcia w fińskiej szkole... i powiem, że gdyby u nas też
tak wyglądały chętniej chodziłabym do szkoły!
Hehe. :P Ja po prostu nie lubię wkuwać na pamięć, a
oni właśnie tego nie robią... mają więcej
praktycznych zajęć na których uczą się naprawdę
ciekawych rzeczy! :) To była lekcja tzw. "Somistamo"
czyli... hm jakby to wytłumaczyć... pisania, kaligrafii,
reklamy... coś w tym stylu :) A po obowiązkowym lunchu kolejne
zajęcia. Tym razem "computer lessons" hihi i znów wygląda
to trochę inaczej niż u nas... poczynając od tego, że
każdy uczeń ma swój komputer... bo niestety u mnie w szkole
zdarzało się, że czasem kompów nie starczało... :( Wróćmy
jednak do Finlandii! Po zajęciach chwila wolnego czasu na krótkie
zakupy, zaglądniecie na pocztę i wysłanie widokówek (pozdrófka
przy tej okazji dla moich Varjatek! :)), a potem czas na saunę (awww
hihi) i basen! :) Tylko żeby tam dotrzeć od nas z domu, trzeba
było chyba pół Rovaniemi przejść... ale dla chwili w
saunie - WSZYSTKO! :P Hehe! W końcu taki relaks i odprężenie,
że nawet warto się przed tym nachodzić! :) Szczęściem,
wieczorem, z powrotem do domciu zafundowali nam taksówkę! :P I tak
minął kolejny dzionek kończący się tradycyjnie na
rozmowach, chwilach spędzonych przed TV (wsłuchując się
w fińskie wiadomość :P) i wreszcie ciepłym łóżeczkiem... Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Środa
2.X.02 - Ranua ZOO i "Kalevala Project" Ten
dzień zapowiadał się bardzo ciekawie... a przy okazji zdawało
mi się, że będzie dobra okazja do porobienia fotek! :) W końcu
nie codziennie widzi się renifery i misie polarne (:P).... i pewnie
rzeczywiście zrobiłabym masę zdjęć gdyby nie
fakt, że moja best friend zatrzasnęła klucze w pokoju...
nio i okazało się, że na kilka minut przed wyjściem
wszystko co nam potrzebna mamy w pokoju... zamkniętym. Tak więc
o aparacie, plecaku itp. mogłam zapomnieć, przynajmniej do
wieczora, kiedy to przychodził przeważnie ktoś sprzątać,
z zapasowymi kluczami... początkowo nie powiem, żebym się
nie wkurzyła, ale szybko mi przeszło i postanowiłam mimo
tego dobrze się bawić... pocieszałam się faktem,
że kurtkę i buty mam na wieszaku w przedpokoju... i że w ogóle
zdążyłam się ubrać! :P Pomyślała,
że mogło być znacznie gorzej i już rozchmurzona wsiadłam
do autobusu. :) No i było wesoło! :D Zwiedziliśmy okolice
Rovaniemi, zobaczyliśmy najstarszą szkołę w tym
regionie i muzeum, a przy okazji jeszcze załapaliśmy się na
wykład o tzw. "Kalevala Project"... wiele ciekawych rzeczy
się nauczyłam, a na koniec wreszcie dotarliśmy do ZOO! :D
Hihaaa... reniferki rulezzzz (it's renifer.. alelluja... buahaha... pozdrófka
dla Pit-Bulla! :)) a polarne miski i lisy arktyczne są przekofane...
jejku ja wiem, że to może brzmieć śmiesznie, ale dla
mnie zobaczenie tych wszystkich zwierzątek było czymś
cudnym hihi.. po za tym fińskie zoo wygląda zupełnie
inaczej niż takie np. u mnie w Krakowie. Zbudowane jest w środku
lasu i zwierzęta mają warunki zbliżone do naturalnych...
nie gniotą się klatkach tak jak u nas... W każdym
razie kolejną atrakcją była znajdująca się w
pobliżu zoo wytwórnia słodyczy "Fazer"... a skoro
wytwórnia wszystko po cenach niższych niż w centrum Rovaniemi..
tak więc każdy zaopatrzył się w to co lubił (np.
cukierki "Finlandia" hihi... Nimro wreszcie udało mi się
je kupić... ale i tak możesz mnie zaprowadzić do tego
sklepu u nas :D) i wtedy zadowoleni i znów pełni wrażeń
mogliśmy wracać do Rovaniemi. Tam czekała na nas kolejna
niespodzianka... a mianowicie mogłyśmy zobaczyć jak wygląda
"chrzest" dla nowych nauczycieli naszej szkoły (buahaha
pisze "naszej" tak jakbym co najmniej się już tam
przeprowadziła i uczyła :P) Po za wiedzą na temat szkoły,
nauczyciele musieli wykazać się również sprawnością
fizyczną i użyć wyobraźni! :) Bardzo ciekawy sposób
wprowadzania nowych nauczycieli w szkolne mury... proponuję
organizować takie konkursy również w Polsce! :) Hehe... cała
impreza zakończyła się ogniskiem (mimo iż na przemian
świeciło słonce, padał deszcz, sypał śnieg i
wiało) na którym upiekliśmy przepyszne łososie i trochę
warzyw! :) Miodzio!!! :) Potem pozostało nam już tylko dowlec się
do pokoju... a wcale blisko nie było.... szczęściem udało
się nam odzyskać klucze (Reija KIITOS! :D) Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Czwartek
3.X.02 WOW...
wreszcie zaczęli prowadzić lekcje po angielsku... hihi... i
dobrze, bo przyznam szczerze, że zaczynałam powoli mieć
dosyć fińskiego. (:P) Na pierwszych zajęciach określaliśmy
siebie za pomocą zdjęcia... tz. po prostu wybieraliśmy fotkę,
która najbardziej nas charakteryzuj i ją omawialiśmy... no i większość
Finów twierdziła, że jest "shy" hihi... ale ogólnie
zrobiło się wesoło i znów dowiedziałam się kilku
rzeczy o Finiątkach! :) Po tradycyjnym lunchu poszliśmy na
kolejną lekcję... i znów skończyło się na tym,
że my opowiadaliśmy o sobie i Polsce, a Finowie o Finlandii...
wcześniej jednak rozwiązaliśmy kilka ćwiczeń z
angielskiego i buahha... normalnie miałam KP na żywo! :) Pięciu
chłopaków siedzących za mną zachowywali się mniej więcej
jak Janne nierozłączki i spółka hihi :D Poczynając od
tego, że Jani kłócił się z kumplem, aż wreszcie
przyłożył mu w łeb, a kończąc na tym, że
Ville za grosz nie uważał hehe. :P I buahha... nawet jeden
Kokkonen się w klasie znalazł tyle tylko, że Akseli
na imię nie miał! :P Ale za to Pekka, Mika, Ville... tych imion
było pod dostatkiem... a Vellu, Tami i Mattipodobnych można było
spotkać na każdym kroku.. nio żyć nie umierać
hihi. :P :D Po zajęciach wróciłyśmy do naszego
"apartamentu", ale znów nie na długo, bo na wieczór dostałyśmy
zaproszenie od naszej pani koordynator do domu na kolację... co nas
mocno, ale bardzo mile zaskoczyło, bo ponoć Finowie nie mają
w zwyczaju zapraszać gości do domów... w każdym razie miałam
okazję zobaczyć jak mieszka typowa fińska rodzinka... i
zakochałam się po prostu! :D Niski, parterowy domek, wyglądający
skromnie, ale pięknie i cały z drewna! :) Obowiązkowo
oczywiście z sauną, z której po pysznej kolacji mieliśmy
okazje skorzystać! :) Oj nio kofam to!!!! :D :D Ja się muszę
tam kiedyś przeprowadzić... Piątek
4.X.02 No
i wreszcie nadeszła długo oczekiwana lekcje fińskiego...
hihi... chociaż szczerze powiedziawszy wiele nowego się na niej
nie nauczyłam to i tak było fajnie! :) Chociaż spodobało
mi się jedno słówko, którego do tej pory nie znałam... i
teraz uwaga wypuszczę się, bo pewnie wszyscy już go znają
i tylko ja jestem taka opóźniona hehe.. ale oki, chodzi mi o słowo
"Heippa", które znaczy tyle co nasze "Cześć"...
a łamanie języka było na życzeniach smacznego "Hyvää
ruokahalua" hihi... ojć kofam ten język! :D :D W ten dzień
"Finnish lessons" było naszą jedyna lekcją i po
lunchu mogłyśmy wrócić do domciu. Korzystając z
okazji, że mamy trochę wolego czasu wybrałyśmy się
z kumpelą na spacerek po Rovaniemi! :) Mimo, że dotarłyśmy
nawet do połowy miejsc do których chciałyśmy dotrzeć
to i tak warto było nawdychać się arktycznego powietrza! :D
Późnym popołudniem czekało nas spotkanie, z naszymi
znajomymi z Kokkola, Kemi i Nivala. Oj nie widzieliśmy się
zaledwie kilka dni, ale przy powitaniu radości i krzykom nie było
końca! :) (i znów pozdroofka dla Zuwika - www.kokkola.prv.pl
- Maćka, Damiana, Walkera i Reniferów! :)) Kolacyjka przygotowana
przez fińskich studentów była mniami... i nawet renifer okazał
się jadalny! :P A tak serio, początkowo jakoś z dystansem
podchodziłam do mięsa z renifera, ale kiedy go spróbowała....
pychaaa! :D Wieczór pozostał nam na zakwaterowanie grup, które
przyjechały do nas na weekend, a potem zaczęła się już
nieustająca impreza... Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Sobota
5.X.2002 Ihaa…
cóż za dzień pełen wrażeń był!! Aż
chyba należałoby go podzielić na części :P Tak więc
po raczej krótkiej nocy.. choć możnie nie nocy, a śnie, w
pięć osób na trzech materacach nadeszło wreszcie to na co
wszyscy czekali! :P Ale po kolei… Arktikum Zwiedzanie
tego dnia rozpoczęliśmy od muzeum Arktycznego lub jak kto woli
muzeum "Ludzi Północy" hehe :D Bardzo ciekawe zajęcie!
:) Chociaż spodziewałam się troszkę czegoś innego
w rezultacie i tak bardzo mi się podobało. W muzeum poza
wypchanymi niedźwiadkami polarnymi, reniferkami itp. można było
również zobaczyć jak mieszkają, żyją i polują
„Ludzie Północy”. Było nam również dane zobaczyć
film o zorzy polarnej… coś pięknego, chociaż w
wersji „live” jeszcze piękniejszego! :D :D Po kilku
godzinach spędzonych w gmachu muzeum udaliśmy się w dalszą
część wyprawy… Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Wioska
Świętego Mikołaja! :) Boziu
i co się tam działo… hehe wierzcie albo nie, ale dla większości
z nas spotkanie ze Św. Mikołajem to było jak spełnienie
dziecięcych marzeń… jessoo ON naprawdę istniej! :P :D Już
w drodze do jego wioski wszyscy siedzieli jak na szpilkach, a kiedy tyko
autobus zatrzymał się na miejscu wszyscy wyskoczyli z niego jak
najszybciej potrafili, żeby przez przypadek nie zabrakło czasu
na oglądniecie dokładnie wszystkiego! :) Cóż za radość…
a jaki pożeracz pieniędzy przy okazji (:P) przecież nie było
możliwości, żeby nie kupić sobie jakiejś pamiątki…
a przeważnie nie kończyło się na jednej, bo przecież
rodzinka, przyjaciele… No ale kurcze w końcu to ŚWIETY MIKOŁAJ!
:P :D :D No i zrujnowałam się do reszty, ale warto było! :)
Teraz w domu mam kolekcje reniferków, czepek, kubków itp. :P :D No, ale
Wioska Mikołaja to nie tylko prezenty… tam również znajduje
się linia koła podbiegunowego… wiecie jakie to fajne uczucie móc
w ciągu sekundy przekroczyć tą linie?? To ja Wam mówię,
że niesamowite! :) No, ale to był dopiero początek dnia… Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Skocznia
Narciarska czyli Ounasvaaran Hiihtoseura…. Ihaaaa! :D No
więc jakby ktoś się nie domyślał, po odwiezieniu
Mikołaja wróciliśmy do Rovaniemi… już od samego początku
pobytu w Finlandii „nudziłam” żebyśmy poszli na
skocznie! I ciągle słyszałam, że pójdziemy, ale już
powoli przestawałam w to wierzyć… ale jednak poszliśmy!
:) Oj i teraz możecie uznać mnie za varjatke, ale ta skocznia dała
mi jeszcze więcej radości niż wcześniejsza wizyta u
Mikołaja! :P Początkowo nas tam tylko zawieźli i nie
chcieli puścić z autobusu, no ale ja się uparłam i
powiedziałam, że nie pojedziemy stąd dopóki ja sobie tu
nie wysiądę… buahaha sterroryzowałam cała grupę,
łącznie z opiekunami i kierowcami :P Ale udało się!!
Buahah… boziu to było piękne! Wybiegłam z autobusu z moją
veri best friend za nim chyba zdążył się jeszcze do końca
zatrzymać! :P Hyhy… i z okrzykiem wpadłyśmy na igielit! A
ja, że jeśli o skoczkowe „przygody” chodzi mam szczęście
o mało nie wywinęłam efektownego orła, kiedy okazało
się, że ta perkelna trawa jest śliska jak cholera! :P :) A
później po serii zdjęć i niepohamowanych okrzykach „Finland”
okrążyłam skocznie dookoła i ostatnia wróciłam
do autokaru… bauhaha dobrze, że siłą nie musieli mnie
ściągać! :P ;))) Buahah z perspektywy czasu dochodzę
do wniosku, że nie jestem zupełnie normalna :P Ale grunt to
dobra zabawa…. Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! Ognisko Tak
więc zabawy ciąg dalszy… po wszystkich poprzednich atrakcjach
czekała nas jeszcze jedna miła niespodzianka… 30 km w głąb
lasu hyhy :) Właśnie tam na małej polance, tuż nad
rzeką czekało na nas ognisko, sauna i śliczny drewniany
domek, a wszystko w otoczeniu setek brzóz! :) A wszystko przygotowane
przez fińskich uczniów.. boziu jak oni gotują.. awww… można
by jeść i jeść :P Jako danie główne zaserwowali
nam smażonego na ognisku łososia z warzywami! Pychaaaa!! A na
deser jeszcze smaczniejsze ciasto.. buahah gdybym dłużej była
w Finlandii z pewnością przez te smakołyki przytyłabym
i to sporo. :P Co ciekawe łososia jedliśmy tradycyjnie na
drewnianych deseczkach i drewnianymi sztućcami! :) Nie ma jak duże
zasoby leśne! :P ;)))) A po kolacji tradycyjnie sauna… oj jak ja za
tym tęsknie! :( W sumie ognisko jak każde inne… miło,
wesoło i przyjemnie… a potem zmęczeni i pełni wrażeń
znów 30 km przez las pieszo i autokarem, żeby wreszcie dotrzeć
z powrotem do domciu…. Kliknij na zdjęcie aby powiększyć! |
|
|
|
|
(c) 2002-2007 by Skowro. Wszelkie prawa zastrzeżone |
|