Menu

- News

- Archiwum

Skoki


- Fotki

- Ekstra
- Relacje
- Klasyfikacja

Kallio Mafia


- Mika Kallio

- Vesa Kallio
- Ekstra
- KTM
- Fotki
- Relacje
- Klasyfikacja

KP i nowela

-
Kadra KP
- KP
- KPse
- Fast & Furious
- Nowela
- Księga Gości

Plus

- Opowieści
- Forum
- Linki
- Thx
- O mnie
- Księga Gości

Layout By

 

Kuopio Public 379-382

KPse odcinek 379

- Podobno chciałeś mnie widzieć. – Mika wszedł do pokoju Samppy, rozglądając się po wnętrzu komisariatu. Całe było zarzucone papierami, wydrukami i zdjęciami.
Lajunen westchnął i obrzucił go smętnym spojrzeniem. Zrobił ruch ręką, wskazując na panujący wokół bałagan.
- Trzeba się tym zająć. Była jakaś kontrola z Helsinek, sprawdzali całą dokumentację dotyczącą Schumachera. No i trzeba to teraz jakoś uporządkować. Pomożesz? Wspominałeś, że ci się nudzi, a wszystkich wysłałem na patrole...
- Nie tłumacz się, pewnie że ci pomogę! – Mika zebrał spory plik kartek ze stołu. – To co mam z tym zrobić?
- To akurat posegregować alfabetycznie. Raporty o współpracownikach tego drania. Facet opłacał całą zgraję bandziorów, mniejszych i większych. Nie wiadomo, skąd brał na to pieniądze, podobno robił niezłe przekręty wokół Formuły 1... (i tu pytanie za 100 punktów: kto w KP jeździ w Formule 1, skoro połowa kierowców zajmuje się mordowaniem a druga połowa pracuje w wywiadzie? :D). – Samppa przeciągnął się na krześle. – Tylko pamiętaj, to wszystko jest ściśle tajne. Gdyby się wydało, że mi pomagasz...
- Nie ma sprawy! – Mika mrugnął do wujka porozumiewawczo i przeniósł się razem z papierami na zaplecze.
@@@
Drzwi gabinetu porucznika Lajunena otworzyły się gwałtownie i do środka wkroczył mężczyzna, którego twarz wydała się Samppie znajoma. Za nim wkroczył młody chłopak o wylęknionej twarzy, z małym notesikiem i ogryzkiem ołówka w ręku.
- A, witam, panie inspektorze Heidfeld. – zawołał policjant, poznając mężczyznę. Dyskretnie zatrzasnął drzwi do zaplecza, na którym Mika wczytywał się w raporty jak w najlepszą powieść kryminalną, od której jeżył się włos na głowie.
- Witam. – funkcjonariusz był najwyraźniej wzburzony. Usiadł ciężko na krześle. Chłopak, dla którego zabrakło miejsca, otworzył notesik i coś w skupieniu zapisał, przygryzając wargę.
- Zaraz, przyniosę jeszcze jedno krzesło... – Samppa zerwał się z fotela, ale Nick powstrzymał go machnięciem ręki.
- On postoi, to mój praktykant. Z Polski... – westchnął ciężko, a chłopak poczerwieniał i znowu coś zanotował. – Robercik, błagam, skończ z tym notowaniem, nawet nie wiesz, jak mnie to denerwuje...
Młodzieniec zapisał ostatnie zdanie i schował zeszycik do kieszeni.
- Otóż mamy problem. – powiedział Heidfeld. – Ta rozmowa jest ściśle tajna. Muszę mieć pewność, że nikt nas nie podsłuchuje...
Mika, do tej pory pogrążony w lekturze, przerwał segregowanie papierów i cały zamienił się w słuch. Przez cienkie drzwi zaplecza obaj mężczyźni byli słyszalni doskonale.
- Słucham pana, inspektorze. – zaniepokojony Lajunen pochylił się lekko nad blatem biurka i mimowolnie zniżył ton głosu.
- Chodzi, oczywiście o naszego przestępcę nr 1. – mężczyzna siedzący naprzeciwko zaczerpnął powietrza w płuca. Dzisiaj miał zostać przewieziony na przesłuchanie do biura Interpolu.
- Nic mi o tym nie wiadomo. – Samppa nadął policzki, czując się obrażony.
- Bo cała procedura odbywała się z zachowaniem całkowitej tajności. I równie tajną informacją jest fakt, że...
Mika nachylił się w stronę drzwi, usiłując zrozumieć jak najwięcej. Praktykant Robert nie zdołał powstrzymać stałego odruchu i znowu wyciągnął notesik, gorączkowo i w pasji zapisując go kikutem ołówka.
- Słucham? – Lajunen ponaglił swojego gościa, który zrobił efektowną pauzę.
- Michaelowi Schumacherowi udało się uciec.
Plik kartek wypadł Mice z rąk, ale nadludzkim wysiłkiem udało mu się stłumić cisnące się na usta przekleństwa. Porucznik Lajunen otworzył szeroko usta. Robert podkreślił ostatnie zapisane zdanie. Wężykiem :)
- Jak mogliście do tego dopuścić?
Heidfeld ukrył twarz w dłoniach.
- Ktoś musiał mu pomóc. Prawdopodobnie jeden z policjantów był przekupiony. Prowadzimy śledztwo, ściśle tajne. Ale musimy poprosić was o pomoc.
- No proszę. – wyrwało się kąśliwie Samppie.
- Chodzi o udostępnienie wszystkich dokumentów, jakimi dysponujecie, musimy dotrzeć do wszystkich aresztowanych w tej sprawie. – Nick rzucił Finowi spojrzenie nieznoszące sprzeciwu.
- Yyyy... – zacukał się Samppa. Trochę pochlebiało mu, że zamiast, jak zwykle, rozkazywać, inspektor po prostu prosi o pomoc. Niestety, przeszkodą był ciągle znajdujący się na zapleczu Mika. Ale chyba Heidfeld nie każe likwidować wszystkich świadków...
Poczuł się trochę nieswojo widząc, jak pomimo panującej ciszy, Robert ciągle zapisuje coś w notesiku. Miał wrażenie, że właśnie zajmuje się dokumentowaniem jego myśli.
- Niestety, w tej chwili jest to... raczej... niemożliwe... – zaczął się jąkać. – Właśnie mamy... ten, no... remanent.. i...
- Słucham? – Nick uniósł wysoko brwi.
- Ech, nieważne. – porucznik Lajunen zdecydował nie robić z siebie dłużej idioty i smętnym krokiem poszedł w stronę zaplecza. Gotowy na długie tłumaczenie, dlaczego akurat przebywa tam Mika i dlaczego pozwolił mu na wysłuchanie wszystkich poufnych informacji, powoli otworzył drzwi. Pokoik był pusty, a otwarte okno nie wywołało niczyich podejrzeń. Może poza praktykantem, który jednak, nie mówiąc nic nikomu, zapisał wszystko w notesie.
@@@
- Gdzie strumyk płynie z wolna, rozsiewa zioła maj, stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj, stokrotka rosła poooooolna, a nad nią szumiał gaj, zielony gaj! – Harri Olli ze śpiewem na ustach wyjechał z garażu.
- Może byś się skupił na drodze. – lekko zirytowany Vellu, siedzący obok niego na siedzeniu pasażera, wskazał mu ulicę. – Trochę koncentracji, pamiętaj, że wieziesz damę w cią... pamiętaj, że wieziesz damę.
Marta zachichotała. Dawno już nie robiła nic szalonego, być może był to już dla niej ostatni taki zryw, już wkrótce będzie musiała myśleć tylko o dziecku...
- Hej, hej, hej sooookoooły... – Harri niezbyt poważnie traktował słowa zestresowanego na punkcie swojego wozu kolegi.
- Hej, stójcie! – zawołała nagle dziewczyna. Na zakręcie ulicy wyjazdowej z Kuopio dostrzegła znajomą sylwetkę.
Mika Kallio, który pół godziny temu wydostał się z komisariatu przez okno, omal po raz drugi nie łamiąc nogi, i od tamtej pory jak najszybciej starał się dotrzeć na miejsce obozu uczniów KP, teraz nerwowo usiłował zatrzymać jakiś samochód. Święcie przekonany, że groźny morderca podąży śladem swoich dawnych ofiar, wiedział, że za wszelką cenę musiał wszystkich ostrzec. Kiedy na siedzeniu wozu zobaczył Martę, trochę zgłupiał.
- Co ty tu robisz? – spytał, zdziwiony.
- Jak to – co? Jadę na obóz. Domyślam się, że ty też. – zawołała wesoło. – Wskakuj!
Zdecydował się nie tłumaczyć, dlaczego on też podąża w tę stronę. Zważywszy na stan dziewczyny, raczej nie powinna się denerwować.
@@@
Rozbijanie namiotów przebiegało w głuchej ciszy. Zmęczeni uczniowie nie mieli nawet siły rozmawiać. Na szczęście Ala i Nat mogły wprowadzić się do już postawionego namiotu Werci. Za to Asia i Julia nie mogły poradzić sobie ze swoim.
- Perkele! Znowu zerwał się sznurek! – ryknęła Joanna przy czwartej próbie podniesienia płótna. – Perkelny namiot! Perkelny obóz! Jeszcze się na dobre nie zaczął, a ja już mam dość!
- Dwie godziny karnej warty! – omal się nie przewróciła, kiedy koło jej ucha zabrzmiał zwielokrotniony przez megafon głos profesora od PO.
- Aaaaaaaarghhhhhh! – dziewczyna z wściekłością szarpnęła za żyłkę i wreszcie udało się postawić namiot. Julka odetchnęła z ulgą.
- Chodźmy się zdrzemnąć, bo zaraz czeka mnie warta... – jęknęła Asia i usiłowała wgramolić się do środka. W tym samym momencie poczuła, że wali się na nią cała konstrukcja.
- Kto mnie rozplącze? – pisnęła żałośnie.

KPse odcinek 380

Michael Schumacher pędził skradzionym samochodem. Droga była pusta, wokół panowała ciemność rozświetlana tylko reflektorami granatowego forda. Nikt go nie gonił, nawet żaden samochód nie nadjeżdżał z przeciwnej strony. Wolność, pomyślał. A zaraz potem pomyślał, jak słodka będzie zemsta na tych, którzy niczego się nie spodziewają.
Wjechał w las w zaznaczonym na mapie miejscu. Po drugiej stronie ulicy powinien czekać na niego kolejny samochód, a w nim – nowe dokumenty i pieniądze oraz, jakże potrzebna do wykonania niecnych planów, wszelkiego rodzaju broń.
Wyszedł z auta i przeciągnął się, prostując zastałe w więzieniu kości. Miał czas. Dużo, dużo czasu. Dobrze wiedział, że jeszcze go nie ścigają, tylko kłócą się między sobą, kto zawinił.
Spokojnie wyszedł z lasu, nie zadając sobie nawet trudu, by rozejrzeć się dookoła. Było cicho i ciemno.
W tym samym momencie oślepiło go jasne światło, rozległ się pisk opon, jakaś siła szarpnęła nim i podrzuciła do góry i nagle zapadł się w gęsty, straszny mrok i przestał czuć cokolwiek.
@@@
Harri Olli był śmiertelnie blady. Kurczowo ściskał kierownicę, nerwowo mrugając oczami, jakby chcąc obudzić się z koszmarnego snu.
Siedzący obok Vellu również wyglądał, jakby zbierało mu się na wymioty.
- Co się stało? – Marta, która na chwilę się zdrzemnęła, teraz, obudzona gwałtownym hamowaniem Olliego i krótkim krzykiem Miki, otworzyła oczy i popatrzyła na skamieniałych z szoku facetów. – Uderzyliśmy w coś?
- To... zwierzę czy człowiek? – spytał w końcu Mika, który najszybciej odzyskał zdolność mówienia.
- N... nie... nie wiem... nie wiem... ja... – jęczał Harri, usiłując się uspokoić, albo chociaż złapać oddech. – To tak nagle wyskoczyło... ja... wcale nie jechałem za szybko... ja...
- Ty poperkeleńcu! – wybuchnął nagle Vellu. – To ja będę miał przez ciebie problemy! To mój samochód! A nie mam nawet dowodu rejestracyjnego!
- Jak to nie masz dowodu rejestracyjnego? – spytała słabo Marta. – A tablice?
- Aaaa nieważne! – Vellu wyskoczył z samochodu i ostrożnie obejrzał jego przód. Karoseria była poplamiona krwią. Na ten widok zrobiło mu się niedobrze, sam siebie zbeształ w myślach za to, że najpierw zaczął się zastanawiać, jak zmyć te plamy. – Boże, spraw, żeby to było zwierzę... – zaczął mamrotać pod nosem, ale leżący na jezdni but, złowieszczo oświetlany przez jasno świecące samochodowe światła rozwiał jego nadzieje.
Mika również wysiadł, zostawiając w środku Olliego, walącego głową w kierownicę, i przestraszoną Martę.
- Człowiek. – powiedział, dotykając ramienia przerażonego Lindstroema. – Trzeba coś zrobić... wezwać pogotowie...
- Tu nie ma zasięgu... – wyszeptał Vellu, który oczyma wyobraźni szykował dla siebie najgorsze scenariusze. Nie powinien był dawać Harriemu prowadzić... nie powinien był zabierać Marty... nie powinien był w ogóle ruszać się z domu...
- To sprawdźmy chociaż, czy żyje... – Mika ostrożnie, starając się oszczędzać nogę, uklęknął obok leżącego w bezwładnej pozie mężczyzny i sprawdził jego puls. – Żyje!
Wyczuł wyraźne bicie serca. A więc nie wszystko było jeszcze stracone.
- Weź latarkę, poświećmy mu na twarz... – mruknął cicho, Vellu drżącymi rękami wyjął z bagażnika niewielki reflektor. Przekręćmy go na plecy... o ... tak...
Z jego gardła wydobył się zduszony krzyk. Vellu, który również nachylił się nad leżącym, nie umiał stłumić przekleństwa. Twarz poszkodowanego była zakrwawiona, ale jej rysy nie pozostawiały wątpliwości, z kim mają do czynienia.
- Co się... – do chłopaków podeszła Marta, przepełniona chęcią niesienia pomocy. Harri nadal nerwowo uderzał głową w kierownicę, stąd co jakiś czas rozlegał się świdrujący dźwięk klaksonu, sprawiający, że wszyscy podskakiwali ze strachu...
- Marta... lepiej nie... lepiej nie podchodź... to nie jest widok... dla... dla dziewczyn... a zwłaszcza... dla... dla ciebie... – Mika nerwowo usiłował odsunąć dziewczynę od leżącego.
- Myślisz, że jestem taka delikatna? – zdenerwowała się. – Szybko, ten człowiek może umrzeć z upływu krwi, trzeba go ratować!
- Bo... bo ja wiem... – mruknął Vellu pod nosem. – Może lepiej go zostawić... może lepiej udać, że to nie my...
- Niby dlaczego? – dziewczyna, nie rozumiejąc, popatrzyła na kolegów ze zdziwieniem pomieszanym z pogardą. – Jak możecie tak mówić! To jest człowiek! Tak nie można!
- Marta... nie wiem, jak ci to powiedzieć... ale...
- Ale co?
- Właśnie potrąciliśmy Michaela Schumachera. – powiedział wreszcie Mika, patrząc, jak twarz dziewczyny, i tak prawie biała w światłach samochodu, teraz robi się coraz bledsza i bledsza.

KPse odcinek 381

Marta, Mika i Vellu stali obok samochodu, niezdecydowani.
- To... co robimy? – spytał niemrawo Veli-Mati.
Pozostali milczeli, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
- Ale... to niemożliwe... – powiedziała w końcu Marta, walcząc z mdłościami. – Przecież... to nie może być on, to pomyłka, przecież... on powinien siedzieć w więzieniu...
Mika wziął głęboki oddech i opowiedział w skrócie o wszystkim, czego dowiedział się na komisariacie.
- No to dobrze że nam o tym powiedziałeś... teraz.- zauważył kąśliwie Lindstroem, klękając obok mężczyzny. Schudupa poruszył się gwałtownie i wszyscy odskoczyli jak oparzeni.
- No ruszcie się! – zawołała Marta. – Trzeba... trzeba coś zrobić... pomóc mu... przecież się wykrwawi!
- Chcesz mu pomagać? – spytał zdziwiony Mika. – Po tym, co ci zrobił?
Dziewczyna bez słowa przykucnęła obok leżącego na ziemi Michaela. Vellu pobiegł do samochodu po apteczkę. Udało mu się przy tym przekonać ciągle pogrążonego w psychozie maniakalno-depresyjnej Harriego Olliego, że nie będzie potępiony, wręcz przeciwnie, właśnie potrącił najbardziej niebezpiecznego mordercę Europy, tym samym wyświadczając ludzkości niewątpliwą przysługę.
Veli-Mati zastanowił się nad sytuacją. Oto znajdował się w środku tajgi z niebezpiecznym mordercą, co prawda unieszkodliwionym, ale nie wiadomo, jak bardzo i na jak długo. Gdyby facet nagle odzyskał przytomność, a razem z nią siły, mimo iż było ich czworo, a morderca jeden, pewnie poradziłby sobie z łatwością. Marta – w ciąży, Mika – z nogą w gipsie, Harri – lepiej nie mówić. Jeżeli on czegoś nie wymyśli, może być niewesoło...
- A może on... po tym uderzeniu w głowę... stracił pamięć? Jak... – Marta chciała powiedzieć „Jak Kimi”, ale ugryzła się w język. – Jak Bjoern.
- Jaki znowu Björn? – Vellu, wyrwany z rozmyślań, podał dziewczynie bandaż, a ta zaczęła obwiązywać nim głowę mężczyzny.
- Romoeren, były chłopak A... Asi... – dokończyła, tym razem bez zastanowienia, nie widząc dziwnego błysku w oczach kolegi.
Björn? Björn Einar Romoeren? Vellu aż podskoczył, słysząc tę sensację. Kiedy gość pojawił się w Kuopio, rzeczywiście coś podejrzewał, ale... Ten ćpun i diler? Chłopakiem Asi, która w oczach większości uczniów z KP uchodziła wręcz za świętoszkowatą, bo nigdy nie częstowała się papierosami, a na samą wzmiankę o paleniu trawy przeszywała cię takim spojrzeniem, że... i ona? Z tym... kiedyś kupował od niego jakiś ruski towar, niestety wybrakowany, stąd ich kontakt szybko się urwał. Nie da się również ukryć, że luzacki styl bycia BERa działał mu na nerwy. Nie... to niemożliwe!
- Słuchajcie. – przestał zastanawiać się nad tą sprawą i skupił na obecnej sytuacji. – Mam pomysł.
@@@
- Ruchy, ruchy, młodzieży! – Matti prowadził wieczorne ćwiczenia. – Unosimy wysoko kolana! Prawa! Lewa! A teraz marsz w miejscu i znowu unosimy wysoko kolana! Raz, dwa, trzy, kolano! Lewa marsz! Raz, dwa trzy, kolano! Prawa marsz! I dodajemy ręce! Ręce wolno do góry... jeszcze cztery! Trzy! Dwa! Jeden! I dwa razy szybciej!
- Zaraz go walnę. W kolano. – sapnęła Ala do Julki. – Wydaje mu się, że to takie fajne...
- A teraz w kółeczko, dookoła polany, raz, dwa, trzy, cztery... – zarządził wuefista, rozkoszując się jękami, jakie wydobywały się z gardeł udręczonej młodzieży. Czułby się jak egzorcysta, który uwalnia ich ciała od demonów... gdyby tylko wiedział, kto to jest egzorcysta.
Kimi chodził dookoła obozu, dręczony złymi przeczuciami. Próbował przetłumaczyć sobie, że Marta jest z pewnością bezpieczniejsza w domu niż tutaj, wydana na pastwę żmij, reniferów oraz zdecydowanie niezrównoważonego psychicznie Toniego Nieminena, który właśnie przebiegł obok historyka mamrocząc pod nosem „dni płodne... dni płodne...”.
- Co jest, okres mu się spóźnia? – zadowcipkował Tami, podchodząc do Raikkonena.
- Daj spokój. – Kimi westchnął i oparł się o drzewo. – Martwię się. I to bardzo. O Martę. Nie wiem, czemu... a jeśli... coś...
Z ponurych myśli wyrwał ich na chwilę Jussi, który pojawił się obok z obłędem na twarzy, wyglądając, jakby zaraził się od Nieminena.
- Jussi! – ich kolega wyglądał, jakby właśnie stała się jakaś tragedia. – Co... coś się stało?
- Tu nie ma zasięgu! – krzyknął informatyk. – Nie ma internetu! Nie można dzwonić! SMS-y nie dochodzą! Jesteśmy tu uwięzieni! Odcięci od świata!
Tami i Kimi posłali sobie porozumiewawcze spojrzenia, podczas gdy informatyk walnął głową w pień sosny.
@@@
- Nie wiem, czy dobrze robimy. – wyznała Marta, patrząc, jak Vellu, Harri i Mika wspólnymi siłami wkładają opatrzonego, ale związanego drutem Schumachera, do bagażnika. Mężczyzna od czasu do czasu oddychał ciężko, ale poza urazem głowy i prawdopodobnie złamanym nadgarstkiem, nie doznał żadnych poważniejszych obrażeń, chyba że wewnętrzne.
- Jeżeli ktoś nas tu zastanie, to będzie naprawdę źle. – wyjaśnił Veli-Mati, sapiąc z wysiłku. – On dokądś szedł, no nie? Możliwe, że ktoś tam na niego czeka... ktoś z jego bandy.
- Przecież w gazetach pisali, że złapali wszystkich. – zauważył naiwnie Harri.
Mika westchnął. Nie chciało mu się opowiadać im wszystkiego, co przeczytał na komisariacie. Zwłaszcza, że obiecał Samppie dochować tajemnicy.
- No i już. Jedziemy! – zakomenderował. Syknął z bólu, stając na bolącą nogę.
- Zaraz, zaraz. – mruknął Harri. – Myślisz, że jak ni stąd, ni zowąd pojawimy się na obozie z Schudupą w bagażniku, to się ucieszą i przyjmą nas z otwartymi ramionami? Wyobrażasz sobie minę Ahonena?
- Nie możemy wrócić z powrotem. – powiedział niepewnie Vellu. Pozostała trójka obrzuciła go pytającym spojrzeniem.
- Nie wiem nawet, czy starczy nam benzyny, żeby przejechać przez las... zapomniałem wam powiedzieć, że to cudo sporo pali...
@@@
JanneH i JanneY siedzieli przed swoim namiotem, gapiąc się na gwiazdy, których coraz więcej pojawiało się na niebie. Kilkoro uczniów musiało wybrać się po chrust, ale ich to na szczęście ominęło. Axu, który dzielił z nimi namiot, nie miał już tego szczęścia i właśnie kluczył po bagnach w poszukiwaniu suchych gałęzi.
- Tu niedaleko jest jezioro. – powiedział pierwszy z nich, kładąc się na plecach. – Wiesz co? Zaczyna mi się tu podobać. Wieczorem będzie ognisko...
- I apel Ahonena. – wszedł mu w słowo przyjaciel. – Niekoniecznie krótki.
- Da się przeżyć. – Happo rozmarzył się, kiedy pomyślał, że już wkrótce – być może – będzie tu Marta. Czy przypadkiem nie powinna już dojechać?
@@@
O tym samym myślały Asia i Nat, siedząc przed namiotem tej pierwszej, postawionym odrobinę krzywo, ale przynajmniej stabilnie.
- Nie wiem co mnie podkusiło, żeby dawać jej numer Vellu. – zwierzyła się Joanna koleżance.
- Spytaj raczej, co ją podkusiło, żeby tu jechać... – westchnęła Natalia.
- Jak widać, nie tylko ciebie stać na varjackie pomysły. – Julia, która właśnie umieściła prowiant we wspólnej spiżarni (dół w ziemi :D), dosiadła się do nich, zjadając ukradkiem batonika.
- Najgorsze, to ten brak zasięgu. A jeżeli nie znajdą drogi?
- Nie martwcie się. – zachichotała Natalia. – Chyba zostawiłyśmy im wystarczająco widoczny ślad... Wiesz, ile mnie kosztowało przekonanie Aho, że powinnyśmy zrobić ten znak, żeby w razie kłopotów służby specjalne łatwo nas znalazły?
- A on stanowczo twierdził, że nie przewiduje kłopotów. – zaśmiała się Julka. – No cóż, oby miał rację...
@@@
- One to mają pomysły. – zaśmiał się Mika, kiedy samochód się zatrzymał. Na asfalcie, narysowany kredą i na dwóch drzewach, wykonane z papierków po kanapkach, cukierkach, butelek po wodzie mineralnej i innych śmieci, widniały wielkie litery „K” i „P”, oraz strzałka prowadząca w las.
- A nie mówiłam, że znajdziemy drogę? – Marta triumfalnie spojrzała na Harriego, który po raz kolejny zaczynał panikować. – Wiedziałam, że dziewczyny mnie nie zostawią...
- Heh, i tak byśmy znaleźli to miejsce. – Vellu ocenił wydeptaną ścieżkę, na której, mimo utylizacyjnych prac przyjaciółek Marty, walało się mnóstwo papieru, szkła, porzuconych menażek, koszulek a nawet jednego śpiwora. – Ale chwała im za to. Harri, skręcaj.
Niestety, po zaledwie kilku minutach silnik samochodu wydał jakiś dziwne warknięcie, następnie charkot, a po kolejnej minucie zatrzymał się pośrodku ścieżki. Wokół zapanowała złowroga cisza, przerywana tylko pohukiwaniami sowy oraz tajemniczymi odgłosami wydawanymi przez równie tajemnicze zwierzęta.
- Nie! NIE! – ryknął Veli-Mati, wyskakując z wozu i padając na kolana obok przednich kół! Nie mogłeś się zepsuć! Dlaczego!!! Dlaczego mi to robisz!
- Vellu, weź się w garść. – Harri również wysiadł z samochodu i zajrzał pod maskę. Interesował się, oprócz matematyki, również mechaniką, więc fachowym spojrzeniem ocenił usterkę w nikłym świetle latarki. – Spoko, zaraz to naprawię. Gdzie są narzędzia?
Lindstroem z grobową miną spojrzał na bagażnik, z którego dobiegło coś jakby niemieckie przekleństwo.
- Zgadnij. – powiedział.

KPse odcinek 382

- Czyj to namiot? – JanneY trącił w ramię Havu.
- Ten? – chłopak aż się zjeżył, kiedy spojrzał we wskazanym kierunku. – To tej idiotki Ripsy. Nie, nie pytaj, czemu kłębi się wokół niego aż taki tłum. Nie chcę wiedzieć.
- Jakieś zakłady. – nawet nie zauważyli, kiedy Axu wrócił ze zbierania chrustu. Twarz miał podrapaną przez gałęzie, nogawki spodni ubłocone. – Ma fazę na tym punkcie. Jej ojciec jest bukmacherem, to jedna z tych bogatych idiotek, one wszystkie są takie... no, prawie wszystkie. – ostatnie zdanie było słyszalne tylko dla niego.
- Zakłady? – zdziwili się przyjaciele. – Poperkeliło ją? Co ona, obstawia, jak długo jej koleżanki wytrzymają bez lakieru do paznokci?
W tym samym momencie przysiadł się do nich Pekka. Minę miał niewyraźną i od razu rzuciło się w oczy, że czegoś chce.
- Dobra stary, dawaj o co ci chodzi. – mruknął Axu.
- W zasadzie to... w zasadzie to ja do Happonena.
- Zamieniam się w słuch. – JanneH uważniej spojrzał na kolegę z klasy.
- Nie no tak... tak się tylko zastanawiam... czy... czy przypadkiem to nie ty zrobiłeś Marcie dziecko. – walnął Pekka.
Na szczęście JanneY i Axu siedzieli po obu stronach kolegi, zdążyli więc powstrzymać go przed rzuceniem się na Salminena, który poderwał się z ziemi.
- Daj spokój, ja tylko tak... pytam... no co, nie wolno... – wymamrotał gdzieś w bok, zdając się nie zauważać furii Happonena.
- O co ci chodzi? – JanneY wepchnął szamoczącego się Havu do namiotu i zasunął suwak. – Co cię tak interesuje brzuch Marty?
- No bo... postawiłem na ojcostwo Havu 50 euro... a potem się dowiedziałem, że on gdzieś tam powiedział, że nie jest ojcem, no i... nie chciałbym wszystkiego stracić, a jeszcze mogę się wycofać...
Axu i Janne gapili się na Pekkę z nieukrywanym szokiem.
- Perkelnąłeś się w głowę? – wyksztusił wreszcie pierwszy z nich. – To o TO przyjmuje zakłady Ripsa?
- No... – mruknął Salminen. – Ale i tak nie wygrałbym dużo, Havu jest jednym z pewniaków. Zaraz przed Kojonkoskim.
- CO? – spytali jednocześnie. Z namiotu dobiegło dziwne prychnięcie. – Jak to przed Kojonkoskim?
- Niektórzy twierdzą, że to podejrzane, że Mika wyraźnie Martę kryje... inny dyrek już dawno wywaliłby uczennicę w ciąży. Lappi postawił na niego 20 euro... z kolei Kimmo stawia na Schudupę, w zasadzie to wszystko byłoby logiczne, to porwanie, wszystko mogło się wtedy zdarzyć, no ale do yy... poczęcia musiało dojść wcześniej, poza tym Marta raczej za gościem nie przepadała, więc gdyby doszło do gwałtu...
Płótno namiotu gwałtownie się zakołysało.
- Jeżeli on nie przestanie pieprzyć, to nie ręczę za siebie! – ryknął Havu.
- Zaraz potem jest Raikkonen, na niego też parę osób postawiło, ale ja nie jestem przekonany... fakt, lubi Martę, ale żeby zaraz ciąża...
JanneY zamrugał nerwowo.
- A kto jest na piątym?
- Na piątym miejscu profesor Ahonen, w sumie nie wiem czemu, ale podobno bardzo się starał, żeby ją uratować, kiedy Schumacher ją porwał... No tak, to by miało ręce i nogi... trzeba było się lepiej zastanowić... a potem jesteś ty, JanneY... jeżeli to ty zrobiłeś Marcie dziecko, to może powiesz... jak kolega koledze...
Wcisnął Axu w rękę zwitek papieru, na którym było napisane kilka nazwisk i jakieś cyferki. Za euro postawione na Havu można było wygrać półtora, „zwycięstwo” Kimiego oznaczało sumę pięciokrotnie większą, za to jedno euro postawione na Pekkę, w przypadku jego ojcostwa, mogło przynieść dwudziestokrotnie większą wygraną.
- Gdybym postawił na siebie... – zamyślił się Salminen. Z namiotu dobiegł nerwowy śmieszek.
- Więc jak, Janne, powiesz mi? – spytał błagalnie Peks.
Spod płótna wysunęła się dłoń Havu, pokazująca środkowy palec. W tym samym momencie rozległ się gong, wzywający wszystkich na apel i inauguracyjne ognisko.
@@@
Vellu z rękami w kieszeniach szedł coraz węższą, miał wrażenie, dróżką. Zostawił przy samochodzie Mikę, Martę i półgłówka Olliego, a sam wyruszył po pomoc. Światła jego wozu nie były już widoczne za drzewami, co sprawiało, że czuł się coraz bardziej niepewnie. Latarka świeciła coraz słabiej. A przecież obóz powinien być gdzieś w pobliżu...
Zatrzymał się gwałtownie. Złudzenie? Nie, absolutnie nie. Zza krzaków patrzyły na niego wielkie, żółte oczyska. Kiedy skierował na nie strumień światła, zalśniły upiornie. Wilk!
Nie zastanawiając się nad tym, co robi, skoczył w las, rzucając się do rozpaczliwej ucieczki. Czający się w zaroślach potwór ruszył za nim, był tego pewien. Biegł, z trudem łapiąc powietrze w zmęczone po chorobie płuca, potykał się o kamienie, gałęzie drapały mu twarz do krwi. W końcu runął na ziemię jak długi, bezsilnie czekając, aż pojawi się napastnik.
Tymczasem zza drzew rozległo się... szczekanie.
- Uciekałem przed... psem? – zdenerwował się Veli-Mati. Wszystko, wszystko, absolutnie wszystko szło nie tak! Miał dotrzeć do obozu! Miał sprowadzić pomoc! A przecież... mogło go tu w ogóle nie być! Perkele!
Przeklinając, rzucił kamieniem w świecące za krzewami oczy. Pies zaskomlał i z podwiniętym ogonem uciekł w las.
W którą stronę iść? Vellu poczuł, że narasta w nim strach. Czy w tej Finlandii naprawdę muszą rosnąć takie gęste lasy? Shit. Gdzie jest północ? A z której strony szedł? Gdzie jest samochód? Gdzie obóz? No i gdzie, do jasnej perkele, jest latarka?
Jęknął ciężko i zmęczony podniósł się z ziemi. Nie widział absolutnie nic, przez gałęzie drzew nie docierało i tak nikłe światło księżyca. Bolały go wszystkie kości i napięte do granic mięśnie. Postanowił wrócić tam, skąd przybiegł i dotrzeć do ścieżki. A przynajmniej wydawało mu się, że zmierza w tamtą stronę. W ciemności wszystkie drzewa były przecież takie same...
@@@
Apel trwał krótko. Na początku Ahonen wybrał kilku uczniów i nauczycieli, którzy mieli sprawować wartę wokół obozu.
- Niby czemu, przecież nic nam nie grozi. Chyba niedźwiedzi tu nie ma, a nawet gdyby były, to nie mamy z nimi szans. – burknął naburmuszony Havu, a mina zrzedła mu jeszcze bardziej, kiedy dowiedział się, że ma mu towarzyszyć profesor Raikkonen.
Natomiast Asia, wyznaczona na wartę tuż obok posterunku profesora Kantee, nie miała nic przeciwko kilku godzinom spędzonym w lesie ;) Nawet, gdyby miało ją ominąć ognisko, które właśnie, jedną zapałką, usiłował rozpalić Toni Nieminen. Jussi nerwowo biegał po obozie z komórką, usiłował złapać zasięg. Niestety, wszystko wskazywało na to, że znajdowali się w jedynym w kraju Nokii miejscu, które było go pozbawione.
@@@
Marta siedziała po turecku na bagażniku, zastanawiając się nad absurdem sytuacji, w jakiej się znalazła. Czy kiedykolwiek pomyślałaby, że będzie jeszcze miała okazję spotkać Michaela Schumachera w miejscu innym niż sala sądowa? Przechodziło to jej pojęcie. Właściwie teraz role się odwróciły. To ona jego los miała w swoich rękach... wystarczyłoby tylko pozbawić go w tym bagażniku tlenu... albo zerwać mu opatrunek, żeby się wykrwawił... potrząsnęła głową, wściekła, że takie myśli przychodzą jej do głowy. Przecież wtedy... wtedy stałaby się podobna do niego.
@@@
Veli-Mati miał wrażenie, że jest już blisko. Co prawda ścieżki jak nie było, tak nie było, ale zdawało mu się, że słyszy jakieś niewyraźne odgłosy dobiegające zza drzew. Wniosek – albo ze zmęczenia zaczął słyszeć głosy, albo zbliżał się do jakiejś cywilizacji. Na przykład obozu Kuopio Public. Za chwilę zaskoczy nauczycieli wiadomością o Schudupie w bagażniku. Z pewnością będą zachwyceni. Jeszcze tylko kilka... no, może kilkaset kroków.
Ale nagle z przerażeniem odkrył, że nie może zrobić kroku. Zupełnie jakby wpadł po kolana w jakąś dziwną, gęstą substancję. Co, do per... – pomyślał, ale w mgnieniu oka dotarła do niego groza sytuacji. Rzeczywiście, Ahonen wspominał, że w okolicy miały być bagna...
- Ratunku!!!!!! – wrzasnął, bez nadziei, że ktokolwiek go usłyszy. Próbował złapać jakąś gałąź, ale ta złamała się od razu, a on przewrócił się i pogrążył niemal do pasa. – Niech mi ktoś pomoże!!!

(c) 2002-2007 by Skowro. Wszelkie prawa zastrzeżone