|
|
'Pokazałem, że potrafię pokonać każdego'
Wicemistrz klasy 125ccm Mika Kallio o przegranym mistrzostwie,
Talmįcsim i nauczkach na 2006
rok.
Fiński kierowca fabrycznego KTMa dał z siebie wszystko, wygrał ostatni wyścig MŚ w Valencii przed swoim kolegą z teamu
Gįborem Talmįcsim i pogratulował mu na podium. W końcu wygrali dla KTMa MŚ
konstruktorów. Mika Kallio nie wiedział w tym momencie, że do zdobycia mistrzostwa zabrakło mu dokładnie tych pięciu punktów, które
Talmįcsi odebrał mu swoim podstępnym zwycięstwem w Katarze.
Wygrałeś wyścig w Valencii, ale to jednak nie wystarczyło.
Mika Kalio: Kiedy przyjechałem do Valencii było dla mnie jasne, że będzie bardzo trudno wygrać tytuł. Dałem z siebie wszystko, wygrałem wyścig i na pewno zadbałem o piękne zakończenie sezonu.
Thomas jechał bardzo mądrze, zdobył potrzebną ilość punktów i nie ryzykował. Oczywiście, jestem trochę rozczarowany, ale koniec końców drugie miejsce w MŚ jest dobre. Dla mnie było ważne wygrać wyścig w Valencii, żeby pokazać, że znów potrafię wygrywać i mogę pokonać każdego.
Nie denerwuje Cię strata pięciu punktów po tym wszystkim podwójnie? Na podium w Valencii spontanicznie podałeś rękę
Talmįcsiemu.
MK: Nie myślałem o tym kiedy staliśmy na pudle. I szczerze powiedziawszy, wtedy jeszcze nawet nie wiedziałem, że brakowało mi pięciu punktów. (śmiech)
Gdy powiedziano mi, że to właśnie pięć punktów, to oczywiście, że pomyślałem o tych straconych w Katarze. Ale co można zrobić po fakcie? Nic! Nie można tego cofnąć.
Poza tym Lüthi mógł w Valencii zdobyć dokładnie tyle punktów ile potrzebował. Wtedy na pewno jechałby szybciej. Tak więc te pięć punktów z Kataru wcale nie zaważyło na końcu.
Gdzie przegrałeś mistrzostwo? Może raczej w Istambule albo Australii? Tam przyjechałeś z dwupunktową przewagą, a wyjechałeś z dwunastopunktową stratą.
MK: Tak, zgadza się. W Australii było nam trudno. W piątek mieliśmy problem, w sobotę już nie taki wielki, ale w wyścigu znów dopadł nas ten sam problem z silnikiem. Philip Island jest szybkim torem.
Kiedy brakuje prędkości jest ciężko pozostać w grupie i tym bardziej ją wyprzedzić.
Tak więc jest ciężko ocenić, gdzie przegrałem mistrzostwo. W Turcji popełniłem błąd, ponieważ się zwypadkowałem.
Musiałeś się skoncentrować na Lüthim i dużo zaryzykować, aby nadrobić 12-stopunktową stratę. To się nie powiodło.
MK: Kiedy jedzie się na granicy, niedużo brakuje aby opona straciła przyczepność. Osobiście nie miałem poczucia przy wyprzedzaniu, że jadę zbyt szybko albo żebym zbyt dużo ryzykował.
Oczywiście, to było ostatnie kółko i opona już się kończyła.
Postąpiłeś niezgrabnie. Powinieneś był tak się przewrócić, żeby motocykl został na torze i zawody
przerwano. Wtedy zdobyłbyś punkty. Lüthi mimo przewrotki na torze Motegi zdobył 20 punktów. A tu zostałeś z
niczym.
MK: Takie są przepisy.
Team KTM złożył w Japonii protest czym nie przysporzył sobie sympatii. Ale teraz przepisy na przyszły sezon mają zostać zmienione. Tak więc te nerwy nie były tak całkiem po
nic.
MK: Team złożył zażalenie, ale koniec końców to i tak nic by nie zmieniło w fakcie, że nie wygraliśmy tytułu. Z kolei to co się zdarzyło w Katarze było (w przeciwieństwie do tego) złe.
Gdybyś wiedział, że Gįbor chce wygrać, mógłbyś inaczej zareagować. Mógłbyś zastosować inną taktykę albo na ostatnich metrach jechać
zygzakiem. Nie liczyłeś się z atakiem?
MK: Nie, Harald Bartol miał spotkanie z nimi obojgiem.
Byłeś przy tym?
MK: Nie, ale Gįbor przyszedł do mnie i powiedział: 'Nie martw się. Kiedy będę za Tobą, nie będę za mocno naciskał, bo nie będę Cię wyprzedzał.'
Nie martwiłem się więc, kiedy był za mną. Do tego dochodzi: to nie jest problem wyskoczyć z cienia i wyprzedzić kiedy dwa motocykle są praktycznie tak samo szybkie.
I w Katarze od ostatniego zakrętu do mety jest całkiem spory kawałek prostej.
Byłeś bardzo cool i opanowany/spokojny po wyścigu. Ale na Twojej osobistej stronie internetowej było
powiedziane, że jesteś bardzo zły z powodu jego głupiej gierki.
MK: Tak, ale oficjalnie nie chciałem wygłaszać takiego zdania.
Sprawiasz wrażenie zawsze cholernie cool i zachowujesz się bardzo
profesjonalnie. Pół godziny po przewrotce w Istambule dałeś się fotografować z Thomasem, nie wszyscy pozwoliliby sobie na coś
takiego.
MK: Cóż, ja właściwie prawie wcale nie rozmawiam z Thomasem. Ale mimo to go lubię i respektuję. Jest bardzo dobrym kierowcą i do tego miłym człowiekiem.
Szef KTMa Pierer powiedział w Valencii, że za często leżałeś w wyścigach.
Na końcu to lepszy został mistrzem. Wyleciałeś w trzech wyścigach. Czy w Assen Tom Lüthi był współwinny Twojej
przewrotce?
MK: Chciałem się złożyć w zakręt i w ostatniej chwili zauważyłem, że jest tam Thomas. Dlatego musiałem podnieść motocykl. Kiedy znów chciałem się złożyć, asfalt się skończył
i wylądowałem na żwirku. W Mugello trafiłem na jakąś nierówność, dlatego motocykl wyleciał. A przewrotkę z Turcji już omówiliśmy.
Tylko kiedy oglądałem potem kasetę z wyścigu w Istambule, zauważyłem, że Pasini
w tym samym miejscu wyprzedził Lüthiego i Di Meglio. Nawet w większym złożeniu - ale mu się udało.
Co dalej? Będziesz zimą brał udział w wyścigach na lodzie?
MK: Prawdopodobnie nie, bo przyszły sezon zaczyna się bardzo wcześnie. Kiedy u nas mają miejsce wyścigi na lodzie, w
Hiszpanii są już pierwsze testy IRTA. W 2007 roku przenoszę się do klasy 250cc, niezależnie od tego, czy na koniec przyszłorocznego sezonu będę miał numer 1 czy nie. (śmiech)
Porozmawiajmy jeszcze krótko o Twojej słabości podczas deszczu. To chyba rozgrywa się raczej w głowie, ponieważ kiedy jeździłeś dla Teamu Hondy Akiego Ajo, Ty i Azuma na Bridgestonach byliście podczas
deszczowego treningu przeważnie od jednej do dwóch sekund szybsi niż reszta.
Nie chciałbyś na przyszły rok dzielić trenera od jazdy i psychologa z Thomasem Lüthim?
MK: Żeby coś takiego podziałało, trzeba być o tym przekonanym, a więc dla mnie byłoby to bezsensowne. (śmiech)
W Mistrzostwach Europy byłem zawsze bardzo szybki w deszczu. Ale w MŚ jest to zupełnie inny poziom. Ale przypominam sobie mimo to, że kierowcy Bridgestone'a Azuma, Butista i ja podczas deszczowego treningu w Le Mans, tak mi się wydaje, wyprzedziliśmy czwartego Jorge Lorenzo o prawie trzy sekundy.
Tłumaczenie by Flav! :*
|