|
|
Zakopane
2002
Wielka
przygoda... czyli moje sprawozdanie z Zakopanego!
Oto jak ja i moja koleżanka (w pewnych momentach koleżanki :))
spędziłyśmy czas w Zakopcu! Uprzedzam, że długie,
nudne pewnie też, ale może ktoś zechce przeczytać :P
:))))
Dzień
pierwszy! Czwartek 17.I.2002
Jak tylko dotarłyśmy z przyjaciółką
do Zakopca i zostawiłyśmy bagaże na kwaterze, polazłyśmy
pod skocznie. Było już ciemno, ale tam ciągle pracowali
ludzie, żeby wszystko przygotować. Zejście do szatni było
otwarte, więc znalazłyśmy szatnie Finów i na szybie napisałyśmy
imiona naszych ulubieńców :)) (czyli Risto i Matti) Potem poszłyśmy
pod hotel, w którym mieli mieszkać skoczkowie do końca nie
wierząc, że rzeczywiście tam będą. Do środka,
ku naszemu zdziwieniu dostałyśmy się bez problemu. Była
tam też kilkunasto osobowa grupa fanów. Planowo o 18 przyjechały
pierwsze ekipy: Niemiecka i Austriacka. Zrobiło się takie
zamieszanie, że szok! Ludzi się pchali i wrzeszczeli na widok
Martina, Svena, Hocke itp. A ja nie mogłam uwierzyć, że ich
widzę. Potem co jakiś czas przyjeżdżały kolejne
ekipy. Koło 20 brakowało już tylko Finów. Ludzie zaczęli
się rozchodzić, a mi zaczęło się nudzić.
Poza tym było zimno, mokro, śpiąco i do domu daleko :))
Organizatorzy widząc naszą fińską flagę
powiedzieli nam, że Finowie będą dopiero w nocy. Doznałam
chwilowego zwątpienia, ale kiedy usłyszałam, że ta noc
to godzina 22, doszłam do wniosku, że nie będzie tak źle.
Czas urozmaicałyśmy sobie, podglądając skoczków na
kolacji (Martin jadł sałatę i popijał ją
jogurtem truskawkowym bleeee....) i patrząc jak przygotowują
narty. Potem walnęłam się w jakiś ciepły kont i
prawie zasnęłam. Ale znów pojawili się organizatorzy i
powiedzieli, żeby nie czekać, bo Finowie są jeszcze w
Krakowie i wyjeżdżają dopiero za pół godziny. Ja się
jednak uparłam i czekałam dalej. Zostało już chyba 5
osób. Nogi mi prawie zamarzły i kiedy ściągnęłam
inteligentnie buta, żeby sobie palce rozmasować podjechał
pod hotel bus z Finami. Tak więc na Mikę Kojonkoski’ego
wyskoczyłam prawie bez buta hihi :))))) Jak już wszyscy Finowie
wyleźli z busa dostałam takiej zamotki, że nie wiedziałam
w którą stronę patrzeć :) Poleciałam oczywiście
od razu do Risto, depcząc mu przy okazji bagaże(a co tam :)
Zrobiłam sobie z nim fotkę, wzięłam autograf i w ogóle
:) Potem reszta Finów to samo i tylko do Ahonen’a się nie odważyłam
podejść, bo mnie chłopak takim wzrokiem zmierzył,
że podziękowałam. Wiecie ja się go po prostu boję
:)) Bardzo polubiłam za to Risto, Mikę i Tami’ego Kiuru, który
sam podszedł do mojej koleżanki i dał jej widokówki ze
swoim zdjęciem i autografem :) A potem jeszcze opowiadał czemu
się spóźnili :)))) Risto też mówił, że lecieli
najpierw do Wawy potem do Krakowa...bla, bla, bla....mówię Wam jaki
ten człowiek ma śmieszny akcent :)) Po pół godziny wszyscy
się zmyli do pokoi i tylko Risto polazł smarować narty, a
że nie zamknął drzwi to polazłam za nim :)) Nie
spodziewałam się tylko, że tam tak ślisko i wywinęłam
przed nim prawie efektownego orła, ale na szczęście koleżanka
mnie złapała, chociaż Risto się też już do
tego przymierzał :) Ale się chłopak przestraszył, bo
po minie było widać :)) Ech jejku jak stanęłam z nim
do kolejnej fotki to mi się go z objęć nie chciało
wypuszczać... tylko się nie śmiejcie ze mnie!!!! No i
wreszcie potem wróciłyśmy do pokoju, ale i tak nie spałam
całą noc z wrażenia...
Aha gdzieś tam po drodze, zrobiłam sobie fotkę z Martinem(i
uderzyłam się przy okazji w jego buty narciarskie, które trzymał
w ręce :)), z Hocke i Alex’em Herr’em... którego, szczerze mówiąc
bardzo polubiłam! :)
Dzień
drugi! Piątek 18.I.2001
Kolejny dzień zaczął się od tego, że
na serie treningową ledwo wstałam. Nie spałam chyba w nocy
w ogóle, bo ciągle w myślach majaczył mi się Risto i
Tami :))))) Czułam się co najmniej tak jakby mnie czołg
rozjechał, ale twardo pod skocznie poszłam! Nie było nawet
tak bardzo tłoczno! :) Stanęłyśmy sobie z koleżanką
w świetnym miejscu, razem Finomankami, które tam poznałam :) -
Kojo, Anula, Madant :))), Finka, Andie i wszystkim, którzy tam byli BUŹKA
wielka! :))))) Niestety wkrótce nas stamtąd wyrzucono... ale nic
straconego, bo poszłyśmy podglądać Finów w ich
szatni! :) Co prawda z kilkunastu metrów, ale było ich widać i
słychać hehe :) Na szybie ciągle widniały nasze
napisy i w pewnym momencie z budki wylazł Vellu i zaczął się
im bacznie przyglądać, zawołał Risto, który wystawił
głowę przez drzwi i też na nie spojrzał! Spodobało
im się :))) Stałyśmy tam chyba pół serii treningowej
zamiast na skocznie patrząc na Finów! Mikuś nam kilka razy
nawet pomachał! On w ogóle jest super! Potem polazłyśmy na
Krupówki się ogrzać do jakiejś knajpki i siedząc
sobie tam spokojnie olśniło nas, że już się zaczęła
kwalifikacja! Pod skocznie dotarłyśmy w tempie zawrotnym po
bijając wszelkie rekordy :)) ale zdążyłyśmy na
wszystkich Finów! Potem zeszłyśmy na dół popatrzyć
jak Finowie się pakują do busa :)) Kiedy odjeżdżali
krzyknęłyśmy „FINLAND” na całe gardło i Mika
jak zwykle zaczął się śmiać :) Za to Ahonen
„podpadł” mi drugi raz, bo znów chciał mnie zjeść
wzrokiem :(. Ale rozweselił mnie Ksysio, który rozwalił się
na trzech ostatnich siedzeniach w busie (chociaż z przodu się
gnietli :) i uśmiechnął słodziutko... eh ten facet
:)))) Polazłyśmy znów na Krupówki na zmianę krzycząc
najgłośniej jak się dało Matti, Risto, Finland itp.
:)) Ale szło mi się tak jakby w butach tonę metalu miała
i potykałam się co krok ze zmęczenia. Później zaczęłyśmy
śpiewać wymyślone piosenki o Finach i ogólnie nam waliło
nieźle. Trafiłyśmy wreszcie, zupełnie przypadkiem pod
Centrum Prasowe no i na nasze szczęście akurat na konferencje z
Miką! :) Po niej jak Mika wychodził (ze zgrzewką piwa pod
pachą :)) zrobiłyśmy sobie z nim kolejną fotkę i
wzięłyśmy autografy! (po moich doświadczeniach doszłam
do wniosku, że Finowie mają zwyczaj klepania po plecach hihi
:))) Wsiadając do auta Kojo powiedział nam „See you” a ja
odp „I hope I’ll see you again” i tylko nie myślałam,
że tak szybko to nastąpi :))) Poszłyśmy bowiem pod
hotel. Znów była tam grupka ludzi, ale tym razem nie wpuszczali
nikogo do środka.... Przez szybę zobaczyłam Mikę idącego
gdzieś na dół i pomyślałam raz się żyje!
Zdecydowanym ruchem weszłyśmy do hotelu i nie wiem jakim cudem
nie zatrzymane przez ochroniarzy zeszłyśmy za Miką na dół.
Po kilki zakrętach na końcu korytarzu zobaczyłam sale
gimnastyczną, a na niej Matti’ego Hautamäki. Oszalałam i nie
wierzyłam, że to się dzieję! Podeszłyśmy bliżej
i stanęły na schodach, gdzie oprócz nas byli jeszcze jacyś
ochroniarze. Myślałam, że od razu nas wywalą, ale
jeden z nich nas nawet od tego uratował, bo kiedy przyszedł jakiś
ważniak i chciał nas wywalić to ten drugi powiedział,
że jesteśmy znajomymi kierownika! :)))) Zostałyśmy więc
na całym treningu! Tylko ja, moja kumpelą i 8 Finów grających
w siatkę!! :)) Potem nawet Ci ochroniarze poszli, bo jakaś
awantura się gdzieś dalej zrobiła. Siedziałam tam na
trybunach jak głupia, ze wzrokiem utkwionym w Risto i nie wierzyłam,
że to się dzieję naprawdę!! A kiedy Risto usiadł
sobie na ławce i podciągnął spodnie żeby założyć
opaskę na kolano, myślałam, że odjadę z wrażenia
na widok jego nogi....eh wiem dziwna jestem hehe. A skubany się
jeszcze patrzył, czy my się patrzymy, a kiedy zobaczył,
że tak to podciągnął sobie spodenki jeszcze wyżej!!
Serio wam mówię!!! :))))) Czad! Mika nas już poznał,
Vellu się popisywał(hihi), a Janne znów się brzydko
patrzył... :( Risto potem zaczął się wygłupiać,
myślałam , że padnę ze śmiechu, od któregoś
Fina zerwałam prawie piłką w łeb i ogólnie było
wesoło. Taki trening jest strasznie fajny :))) Potem znów sobie
fotki z nimi robiłam, autografy na koszulce i te sprawy! :) Potem
przyszli na trening Niemcy i właśnie wtedy przełażąc
po ławkach do Tami’ego i Krzysia wlazłam na Hannawalda.
Kumpela mówiła, że się nieźle brzydko na mnie
popatrzył. Ale co tam, ważne że się do Finów dostałam
hehe! Podobało mi się jeszcze jak Ahonen szukał kluczy od
pokoju(mieszkał w nim z Risto), bo chyba ze trzy razy pytał
Krzysia gdzie są, a Risto już na niego z takim politowaniem
patrzył, że myślałam, że padnę ze śmiechu
:))))) Najbardziej, to się na treningu obijał Matti i co ciekawe
na drugi dzień wygrał konkurs :))) A tak w ogóle Matti został
ochrzczony przez nas jako „Matti niemowa” hihi, bo nawet kiedy wypadła
mi czapka, on ją podniósł i zamiast zawołać
cokolwiek, to za nami musiał biedaczek biegać z tą czapką
:)))))) Ale z niego ogólnie jest nieśmiały facet na to
wychodzi, za to i tak sympatyczny :))))) Super jest też Mika, który
pozwolił nam na ich treningu zostać :))))) I tak skończył
się kolejny dzień, a w nocy znów nie mogłam spać :)))
Dzień
trzeci! Sobota 19.I.2002
No i kolejny męczący dzień rozpoczął
się tym samym co poprzedni, czyli ledwo się z łóżka
zwlekłam. Byłam tak zniechęcona do wszystkiego, że
nawet nie chciało mi się iść pod skocznie. No ale w końcu
się wygrzebałam z kumpelą z naszego pokoiku i poszłyśmy
pod skocznie. Jak zobaczyłam te tłumu doznałam kolejnego zwątpienia.,
co prawda weszłam na początku na obiekt (biletu nikt nie
sprawdzał, a tak w sumie przelazłyśmy przez barierki :))),
ale kiedy prawie nas tam zadeptali powiedziałam sobie dość.
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :)))) Udałyśmy
się w kierunku wyciągu i znów przechodząc przez barierki
znalazłyśmy się w miejscu gdzie właściwie
przebywać nie wolno było, ale nas jakoś cudem znów nie
wyrzucili. Tak więc całą serie próbną stałyśmy
przy budce Finów, a właściwie z jej tyłu... :))))) Oczywiście
zamiast patrząc na to jak zawodnicy skaczą, wlepiając wzrok
w ich okno. Zrobiło się całkiem ciekawie kiedy przyszedł
Tami i zaczął się przebierać :)))))))) Potem zupełnie
bezopciachowo przy samym oknie przebierał się Toni Nieminen, aż
w końcu, czego nie zapomnę chyba do końca życia, został
w samych niebieskich bokserkach! Eh mówię wam myślałam,
że tam kity odwalę. A kiedy przyszedł Risto i ściągnął
kombinezon łącznie z golfem to już w ogóle się rozpłynęłam...
Takich widoków to ja się w życiu nie spodziewałam
:)))))))))) Mówię Wam on jest taki fajnie chudziutki, zresztą
jak cała drużyna hehe. A kiedy przebrali się już
wszyscy Krzysio postanowił zakończyć przedstawienie, wziął
gwoździki i ciesząc się, że robi nam na złość,
zaczął je przybijać nad oknem, a potem zawiesił na
nich kombinezony zasłaniając widoki :((( Eh ale tego co widziałam
i tak mi było pod dostatkiem!! :)))) Przemoczone, ale było warto
się poświecić, wróciłyśmy do pokoju i tam oglądnęłyśmy
pierwszy konkurs. Hihi wiem być w Zakopcu i oglądać konkurs
w TV to dziwne, ale po pierwsze na skoczni nie było zupełnie nic
widać, a po drugie było mi tak zimno, że szok. Po zwycięstwie
Mateuszka normalnie oszalałyśmy z kumpelą ze szczęścia!
Wrzeszczałyśmy jak głupie i w ogóle nam odwaliło równo.
W życiu tak mi nie biło jak wtedy! :))) No i nasz Matti niemowa,
wreszcie przemówił kiedy udzielał wywiadu. To był pierwszy
raz kiedy usłyszałam jego głosik, bo przez te trzy dni się
chłopak przy nas słowem nie odezwał, no cóż nieśmiały
jest... :))))) Po tym jak emocje opadły poszłyśmy znów
na Krupówki poszukać prezentu dla Miki i jego drużyna za to,
że mieli dla nas tyle cierpliwości no i przede wszystkim za to,
że nie wywalili nas z ich treningu :)) Kupiłyśmy
fajnego reniferka i widokówkę na której „PS” brzmiało
mniej więcej tak. „Przepraszamy za podglądanie Twojej drużyna
przez okno, kiedy się przebierali :)” hihi :))))) Mówię wam
jaki z tego był polew! :) Żeby wręczyć im prezent
znowu poszłyśmy pod „COS”. Stałyśmy pod nim dosyć
długi z grupką fanów, aż wreszcie zobaczyłyśmy
Tami’ego idącego na trening. Nie udało nam się niestety
tym razem nie niego dostać, bo ochrona nas zatrzymała, a nie było
Miki, żeby się do niego uśmiechnąć :))) Miałyśmy
jednak szczęcie, bo Risto i Matti wyszli przed hotel, bo jechali na
kolacje. Matti przeszedł sobie spokojnie, a na biednego Krzysia rzucił
się tłum fanek. Aż się chłopak troszkę
zdenerwował :((( My za to pobiegłyśmy za Matti’m i dałyśmy
mu prezent. Kiedy mówiłam do niego za co to i w ogóle patrzył
na mnie tak jakby w ogóle nie rozumiał co do niego mówię...oj
z jego angielskim chyba nie jest za dobrze... i dopiero kiedy wcisnęłam
mu torebkę w ręce zajarzył o co biega. Ucieszył się
i tym razem na żywo usłyszałam z jego ust dwa magiczne słówka
„Thank you”. Eh myślałam, że padnę ze śmiechu,
bo nasz Mateuszek znów przemówił. :))))))))) Potem stałyśmy
z nim i zastępcą trenera pod busem czekając na Risto, który
cierpliwie rozdawał autografy po tym jak zauważył, że
bez tego nie ma szansy dotrzeć do busa. Kiedy wreszcie przyszedł
zrobiłam sobie z nim fotkę, a potem pojechali wreszcie na tą
kolacje My też wróciłyśmy na Krupówki, gdzie miało
odbyć się rozdanie nagród. Na placu „Morskie Oko” stał
już tłum ludzi czekający na zwycięzcę i resztę.
Tylko jakoś nie przychodzili. Zaczęły krążyć
pogłoski, że nie przyjadą i w ogóle. Mi się nawet
odechciało z tego wszystkiego czekać, więc postanowiłyśmy
z kumpelą poszukać nasze Finiątka ;) I nie szukałyśmy
długo, bo w oknie hotelowej restauracji zobaczyłyśmy Risto
i Matti’ego jedzących kolacje. Oczywiście inteligentnie wywinęłyśmy
efektownego orła przed tym oknem, a połowa ludzi w środku
wybuchnęła śmiechem. Organizatorzy, zaraza koło
stolika Finów, zaczęli nam bić brawo i gestami pytać czy
to przez tych dwóch co tam siedzą. Eh normalnie trzeba mieć
szczęście do takich przygód. :))))) Matti jak zwykle siedział
cicho, ale Risto barwnie gestykulując coś opowiadał. Postałyśmy
tam jeszcze chwilę, poczym wpadłyśmy na pomysł, żeby
może się tam dostać. Weszłyśmy do restauracji
niby na herbatę, ale bliżej do stolików nam się nie udało
podejść, bo nas wyrzucili :(( Powiedzieli, że dziś mają
zamknięte chlip, chlip... No i w końcu poobijane, pełne
emocji i zmarznięte wróciłyśmy do pokoju....
Dzień
czwarty! Niedziela 20.I.2002
I kto zgadnie od czego się kolejny dzień zaczął??
Hehe jak zwykle od tego, że na kwalifikacje ledwo zdążyłyśmy...
cóż po takich wrażeniach nigdy nie chce się wstawać...albo
może nie, nie chce, tylko nie ma siły :)) W każdym razie
udało nam się wreszcie dotrzeć pod Krokiew. I znów panował
tam ogromy tłok, więc nie pchałyśmy się na
trybuny, bo nie było sensu. Poszłyśmy za to w stronę
wyciągu. Tym razem barierki stały bliżej budek i nie trzeba
było przez nie przełazić, żeby widzieć skoczków.
Ale już od samego początku na oknie Finów wisiały
kombinezony, więc i tak widoków nie było hihi :))) Risto chyba
sobie zapamiętał poprzedni dzień. :) W każdym razie znów
całą serie kwalifikacyjną stałam na górce usypanej ze
śniegu patrząc jak skoczkowie wychodzą z szatni i idą
na wyciąg. To nic, że ciągle z niej zjeżdżałam.....
:)) Mika i Tami jak zawsze obrócili się, kiedy ich zawołałyśmy
:)))) Risto nam nawet pomachał :) Hehe coś mi się tak zdawało,
że mieli dobre humory...czyżby pamiętali nasze „PS” z
kartki?!!? ;) :P Po serii kwalifikacyjnej, poszłyśmy
jeszcze na chwile pod wyciąg, ale szybko zrezygnowałyśmy,
bo za duży tłok i zaspy :) Normalnie szło się tam zabić
:)) W przerwie miedzy kwalifikacja, a konkursem poszłyśmy
się ogrzać do knajpki przy skoczni. Miałam przemoczone
buty, więc suszyłam je inteligentnie przy kominku :) Udało
mi się ich jednak nie spalić :)))) Chyba cudem hehe! Potem zaczął
się konkurs, który tym razem dzielnie oglądałyśmy pod
skocznia na telebimie... było trochę zimno i śnieg padał
ale co tam! Przeżyłam chwile grozy, kiedy na liście
startowej nie podali Risto... tak się zastanawiałam co się
stało, bo przecież widziałam go może 15 minut wcześniej
z nartami w kombinezonie i w ogóle. No i przez prawie całą
pierwszą serie chciało mnie cos trafić. Ulżyło mi
dopiero, kiedy zobaczyłam go na rozbiegu...okey na telebimie, bo na
skoczni było widać jedynie pomarańczowy punkt :))) W
przerwie między seriami, znów polazłyśmy do knajpki,
kolejka była taka, że przegapiłyśmy połowę
finału, w tym niestety Vellu...ale zdążyłyśmy dokładnie
na Risto! :)))))) Stałyśmy w tłumie Polaków, krzyczących
na cześć każdego rodaka i tylko my darłyśmy się
na widok każdego Fina na rozbiegu :)) Eh dobrze, że nam tam
krzywdy nie zrobili hihi :)))) Po skoku Matti’ego wpadłyśmy znów
w euforie, bo kolejny raz gwarantował mu on podium!!! :)) Kiedy
skoczył nasz Adaś, zaległa cisza jak makiem zasiał,
wszystkie oczy skierowały się ku telebimom... no Ci co mieli
szczęście słyszeli komentatora.... i dopiero kiedy pokazał
się wynik wszyscy wydobyli z siebie jeden wielki okrzyk radości.
Eh mówię Wam chwila nie do opisania! Ludzie zaczęli się
rzucać sobie na szyję, nie ważne kto komu, śpiewać
sto lat i krzyczeć „ADAM, ADAM!!!” Aż nawet nam się ta
atmosfera udzieliła! Jeszcze nigdy nie byłam tak zadowolona ze
zwycięstwa Małysza jak wtedy! Cudowne uczycie!! To trzeba było
przeżyć na żywo!!! Kiedy emocje opadły wróciłyśmy
po bagaże. Chciałyśmy jeszcze iść pod hotel,
zobaczyć naszych Finów, ale nie zdążyłybyśmy na
autobus, od razu poszłyśmy więc pod dworzec. No i nasz
przygoda w Zakopcu dobiegła tym sposobem końce...:(((( A
po drodze do Krakowa, cały autobus spał i tylko ja z kumpelą
ciągle nawijałyśmy o Risto, Matti’m, Tami’m i o tym jak
było fajnie....
Dzień
piąty (wiecie nie spodziewałam się widzieć Finów pięć
dni z rzędu :))! Poniedziałek 21.I.2002. Lotnisko w Balicach.
Eh, a myślałam, że w końcu się
wyśpię :). No ale wiecie, czego się nie robi... Nasz główny
problem, kiedy dotarłyśmy już na dworzec polegał na
tym, że nie wiedziałyśmy czym na to lotnisko dojechać...
bo stamtąd najwcześniejszy autobus miałyśmy dopiero o
11.27 ::), a to było zdecydowanie za późno. Ale wypytałyśmy
kierowców i znalazł się jeszcze jeden inny autobus, tyle,
że nie stąd. No więc dawaj na nogach, prawie biegiem na
kolejny przystanek. Wreszcie udało nam się go złapać,
no i przed dwunastą byłyśmy na Balicach. Z rozkładu
wynikało, że samolot do Warszawy odlatuje o 12.15 i właśnie
trwa odprawa. Zwątpiłyśmy odrobinę, bo Finów nie było
nigdzie widać, a byłyśmy prawie pewne, że oni lecą
o tej godzinie. Następny lot był o 14.30, więc doszłyśmy
do wniosku, że może jednak polecą tym. Siadłyśmy
sobie więc spokojne, wcześniej jednak „zwiedzając” całe
lotnisko i czekałyśmy próbując nie wzbudzać podejrzeń
:)) Tuż po dwunastej pojawiła się ekipa Szwedzka i
Norweska. Zabłysnęła w nas zatem nadzieja, że może
i ekipa Suomi przyjedzie :)) Siedziałyśmy więc dalej i za
każdym razem kiedy w drzwiach ukazywały się jakieś
narty... wiecie to pierwsze co było widać, bo one takie długie!!...
serce nam stawało. :)) Szczerze, ja już w którymś momencie
zaczynałam wątpić, pomyślałam, że za dużo
szczęścia jak na mnie :) Kiedy na lotnisko wszedł jakiś
facet, z żółtą naszywką „Dark Dog” na kurtce, to
w pierwszej chwili nie uwierzyłam, że to technik Finów. Dopiero
kiedy zobaczyłam Mikę na twarz od razu wepchał mi się
promienisty uśmiech... eh mówię wam... :))) Podeszłyśmy
więc do niego z wesołym „Hello”, Mika oczywiście nam
odpowiedział i chętnie dał autografy. Eh Mikuś jest
kochany, kiedy zobaczył, że mojej koleżance, aż z wrażenia
trzęsą się ręce :))), przejął się
bardzo i spytał „Everything is all right?” To było słodkie.
Hehe, a tak poza tym chyba mamy jakąś manie gubienia rzeczy przy
nich., bo za mną wołał Ahonen, kiedy z kieszeni wypadł
mi błyszczyk, a za moją kumpelą Kojonkoski, kiedy wypadło
jej opakowanie na aparat :)))))) Ale najlepsza i tak była moja koleżanka,
która do pisania zamiast markera, podała Mice mój błyszczek :)
Kojo dostał totalnego napadu śmiechu. „It was good”
powiedział śmiejąc się, a moja kumpela spłynęła
rumieńcem! Potem do środka wszedł Ksysio i prawie się
rozpłynęłam :)) Biedaczek obładowany bagażami i
zupełnie zaspany... aż chciało się go utulić do
snu! Wyglądał słodko i co chwilę przecierał oczy,
żeby mu się nie zamknęły :)))) Krótko mówiąc
nasz Krzysio najwidoczniej miał kaca.... Ale do zdjęcia jak
zawsze był chętny...Potem przyszedł Tami w okularach... eh
mój Tamiś w okularach... łaaaa myślałam, że padnę
trupem jak go zobaczyłam... tak słodko wyglądał...
Matti też ładnie wyglądał, Ahonen w moim ulubionym
kaszkiecie, fajnie w nim wygląda, ale ja i tak się go boję!
Ale Tamiś w okularach... eh brak słów... Kiedy wreszcie
przyszli wszyscy i zwalili się z bagażami to pół lotniska
zajęli hehe :)))))) Potem jeszcze moja kumpela robiła sobie fotkę
z Aho, który po błagalnym „Pleeeease” się zgodził. Ale
i tak robiłam ją na szybkiego i nie wyszła za ładnie...
Ej no ja naprawdę mam jakiś dystans do niego... A później
przyjechali Niemcy. I jak polubiłam Martina, tak teraz znów mnie
troszkę zdenerwował, bo nie chciał dać jednego
autografu. No w sumie go rozumie, ale co mu szkodziło?! Pojawił
się też Hanawald i kiedy szłam koło niego, to miałam
ochotę mu nogę podłożyć, ale jakiś Fin szedł
przed nim i pomyślałam, że jeszcze na niego wpadnie i mu
krzywdę zrobi, a tego nie chciałam... Eh wiem nie ładnie z
mojej strony... :)))) No, a potem przyszedł czas na rozstanie...
chlip, chlip. :( Pożegnałyśmy się z Matti i Risto,
życzyłyśmy im miłej podróży i tyle. Nie czekałyśmy
nawet aż ich odprawią, a iść na taras widokowy ,
żeby zobaczyć odlot samolotu też się nie odważyłyśmy....
Eh przecież bym się poryczała... Wiem to głupie, ale
naprawdę mi się płakać chciało. Kurcze chyba się
do nich za bardzo przyzwyczaiłam...
No i tak oto skończyła się moja przygoda
z Finami! Mam tylko nadzieję, że pierwsza i nie ostatnia! Jestem
naprawdę happy, ale ciągle jeszcze nie mogę w to wszystko
uwierzyć. Nie myślałam nigdy, że coś takiego mnie
spotka! Nawet o połowie z tego nie marzyłam! Nie zapomnę
tego do końca życia!!! To były naprawdę cudne
chwile!!!!! :))))
|