Menu

- News

- Archiwum

Skoki


- Fotki

- Ekstra
- Relacje
- Klasyfikacja

Kallio Mafia


- Mika Kallio

- Vesa Kallio
- Ekstra
- KTM
- Fotki
- Relacje
- Klasyfikacja

KP i nowela

-
Kadra KP
- KP
- KPse
- Fast & Furious
- Nowela
- Księga Gości

Plus

- Opowieści
- Forum
- Linki
- Thx
- O mnie
- Księga Gości

Layout By

 

Zakopane 2003

Powtórka z rozrywki czyli moje sprawozdanie z Zakopanego II!

     I oto jak minął mój kolejny pobyt w Zakopanem...

Dzień pierwszy. Czwartek 16.I.2003.

        Heh nio i zaczęło się! :) Ale boziu co ja przeżyłam za nim wreszcie usłyszałam, że mogę jechać… zupełnie wszystko było przeciwko mnie… był nawet  moment, że zupełnie mi się odechciało i byłam prawie pewnie, że nie pojadę… ale na szczęście UDAŁO się! :D Jak zwykle do Zakopca wybrałam się z moją veri best friend i już w czwartek o 11 siedziałyśmy w autobusie jadącym do Zakopanego, a dwie godzinki później byłyśmy na miejscu. O dziwo nawet z bagażami na plecach na kwatery dotarłyśmy zadziwiająco szybko! :P Nie wysiedziałyśmy długo w pokoju i po krótkim odpoczynku ruszyłyśmy pod skocznie! Co prawda nie było na nią wstępu jak rok temu, ale nic to… sam widok pięknie oświetlonego obiektu robił wrażenie! Aż zapierało dech w piersiach! Dotarłyśmy pod COC gdzie czekały już na nas Varjatki(Natuś i Gabi buzieee :***)… i tu okrzykom szczęście nie było końca. :) Nio ale wreszcie uspokoiłyśmy się i zaczęło się wyczekiwanie na pierwsze ekipy, przerywane częstymi wybuchami śmiechu! Hyhy… ku naszemu zdziwieniu okazało się, że w hotelu jest już Alan Alborn… więc polowanie się rozpoczęło! :P Potem przyjechała ekipa Polska(zdaje się  :P). Dopadłyśmy Robercika i Marcinka… zaczęły zjeżdżać się kolejne ekipy Niemiecka, Austriacka, Słowacka(hihi kofani są! :)), Fińska… wróć FIŃSKA(która tym razem się nie spóźniła)! :P I tu zaczęła się jazda… hyhy. Nagle przed hotelem pojawił się wielki autobus(nio w porównaniu do tych busów innych ekip :P), a z niego wysypało się całe mnóstwo Finów i nie wiadomo było w którą stronę patrzeć! :P Moja Beatka dopadła Mattiego, Gabi postanowiła chyba wysłać Aho do szpitala(zawał murowany hihi. Gabryśka love U :*), a my z Natuśką wzięłyśmy się za Tamiego! :P To znaczy wzięłyśmy się dopiero wtedy kiedy, cały tłum innych fanek się już przewinął i Tami odważył się wyjść z autobusu… buhaha! :P Oczywiście moje słonko musiało mi to zrobić i włożyć kofane okularki tak więc ja już mdlałam na samym początku ;))) Hihi ale i tak mało nie padłam ze śmiechu, kiedy Natuś robiła mi fotkę „Skowronku uśmiechnij się” i buahah trzeba było tylko patrzyć który skowronek się uśmiechnie! ;))) :P Oczywiście potem Finowie z nartami powędrowali do hotelu, a potem co jakiś czas pojawiał się jeden z nich niosąc sprzęt do… ekhm jak się nazywa to coś gdzie oni narty smarują?? Eh nieważne :P W każdym razie Vellu zaczął kręcić piękne piruety na oblodzonym chodniku, mało nie wywijając orła(buahaha trzeba było to widzieć :P), a Aho poszedł sobie pobiegać(serdeczne pozdrówka dla „dziewczyny drogiego kuzyna” :P ;)). Po serii fotek(z Axu, Arttu, Aho… 3 x A :P) z Beatką poszłyśmy do Tommiego(i tu podziękowania za uratowanie nam życia :P Jeszcze chwila, a skomponowałybyśmy się ładnie z tym busem… chociaż może kierowca nie dodałby gazu… buahah :P). Po kolejnej fotce, była chwila na oddech. Chociaż nie długa, bo nagle rozległ się szalony krzyk „Andddiiii”, a my obracając głowy w tamtą stronę zobaczyłyśmy Widelca z przerażeniem w oczach hamującego na chłopaku, który tak bosko krzyczał(bauahha i po raz kolejny leżałam na ziemi ze śmiechu :P) Zresztą tego wieczorku zwijałam się ze śmiechu jeszcze w momencie, kiedy jeden ze Słowackich skoczków wystawił siatkę z jedzeniem za okno(czyżby biedni nie mieli lodówki?? A może to było coś, czego trener nie powinien widzieć!?? Buahha w każdym razie zwijałyśmy się z Varjatkami jak głoopolki P). Ah nio i jak mogłam zapomnieć!? Gdzieś między czasie udało mi się dorwać Thomasa Morgensterna…. jejku jaki on jest słodki!! A jak się uśmiecha… awww!! :P Nio, a potem nie pozostało już nic innego jak wracać do pokoju… ale nawet wtedy nie ominęła nas mała przygoda. Rozstałyśmy się z Gabi i Natuśkiem przy bramie i z Beatką ruszyłyśmy w kierunku skoczni. Tyle tylko, że było perkelnie ślisko, a my jeszcze się wygłupiałyśmy na tym lodzie nie zauważając, że poboczem biegnie Goldi… nio i się poślizgnęłyśmy, cudem tylko unikając wjechania wprost pod nogi Andiego. Swoją drogą ciekawe co by się stało jakbyśmy jednak wjechały… hyhy… :P

Dzień drugi. Piątek 17.I.2003.

Jakoś wcześnie rano nie chciało nam się z Beatką wstawać, więc pospałyśmy troszkę dłużej i dopiero koło 10 wyczołgałyśmy się z pokoju! :P Zamiast na skocznie, zabłądziłyśmy pod hotel, gdzie Gabi poinformowała nas, że trening przenieśli na 15… i właściwie to, że znalazłyśmy się pod hotelem musiało być jakimś przeznaczeniem! :P Chwile potem bowiem pojawili się Finowie, całą zgrają idąc w kierunku bramy… Nikuś trzymając w dłoniach piłkę… nie zajęło nam długo, żeby przypomnieć sobie gdzie w Zakopanym jest boisko! :P Tak więc już kilka chwil potem oglądałyśmy sobie nasze słoneczka w akcji. Tamiśka postawili mi na bramce(hyhy o ile dwa wbite wcześniej przez Tommiego patyki w ziemie, można tak nazwać :P ;)) chociaż szybko rola ta mu się znudziła i razem z resztą zaczął ganiać po boisku! Hihi kofanie to wyglądało, kiedy co jakiś czas któryś z Finów lądował w śniegu lub robił szpagat rozjeżdżając się na nim! :P Najczęściej po piłkę latał chyba Axu, Arttu(ten to śmigała jak mały samolocik :P buahha) i Tami…. TAMI… buahha Tami był boski, kiedy nie trafiając w piłkę, która znalazła się po za boiskiem, wylądował wprost pod nogami Varjatek! :P Nio, a my, wredne(w liczbie 3.. ja, Beatka i Nat) w niepohamowany śmiech! :P Ale przysięgam nie dało się nie śmiać. :P Boziu byłyśmy okropne, ale Tami zdaje się nie przejął się zbytnio i jeszcze zaczął się śmiać z nami… taki smile nam puścił, że dobrze, że trzymałam się barierki, bo inaczej podzieliłabym jego los!! :P Buahha… a po meczu Finiątka wyłożyły się na bielutkim śniegu i zaczęły się rozciągać! Aww… :P Na sam koniec treningu pozostał czas na imitacje skoku! :) Nie chcąc przeszkadzać im w skupieniu się, siadłyśmy nieopodal na ławeczce(i tylko Natuś nam gdzieś uciekła! Natalia gdzieś ty posła sobie wtedy!??) i przyglądałyśmy się jak trenują. Pierwszy trening skończyła Aho(znów… rok temu było to samo :P LEŃ jeden hihi) i zamiast zejść z boiska jakoś normalnie zaczął biec w nasza stronę ze słynnym wzrokiem „I’ll kill you znienacka” :P. Boziu a ja myślę, „czego on od nas chce, przecież jesteśmy grzeczne!??” Buahha.. żeby ktoś widział przerażenie w moich oczach… ale nie tylko moje! :P Zresztą teraz już się Jaśka nie boje! :P Ominął nas jednak, skręcając tuż obok i pobiegł do hotelu. Potem trening skończył Tami… i jakby to mogło być jeśli ja bym się za nim nie zerwała!? :P Dopadłam go zupełnie samego, zrobiłam sobie fotkę i kiedy już prawie zebrałam się w sobie, żeby o coś zapytać, nagle niewiadomo skąd rzuciła się w naszą stronę cały tłum dzieciaków(buaah poważnie chyba cała klasa :P). Zgłupiałam i ledwo jakoś stamtąd wylazłam, a Tami cierpliwie rozdawał dzieciakom autografy, powtarzając tylko „You’re welcome” :P Sweet…. :P Matti, Happo i Arttu chcieli wymknąć się niepostrzeżenie, przemykając ścieżką przez las… hehe ale im się nie udało bo i tak ich dorwali! :P Ja już na ulicy dopadłam Axu(znów prawie samego) ale za nim udało mi się zrobić z nim fotkę, było już wokół nas pełno ludzi… nio to pomyślałam sobie „już po fotce”, ale jakoś tak wszyło, że wciąż przy Akselim stałam. Aż wreszcie pomyślałam raz się żyję i do Axu - „Axu look there”… hyhy, a on twarzyczka w obiektyw, uśmiech, przytulił i fotka jest boska! :P Hehe… kofany! :P A tak właśnie mnie olśniło, że jakoś z Vellu nie miałam w ogóle do czynienia… :( No nic.. w każdym razie, po krótkim odpoczynku na Krupówkach ruszyłyśmy pod skocznie. Pod biurem prasowym natchnęłyśmy się na Waltera Hofera (pseudonim Coccolino… buahahhaha :P) z którym również postanowiłyśmy sobie zrobić zdjęcia. A co sobie będziemy żałować! :P Pan Hofer okazał się bardo sympatyczny… i dowcipny, bo chciał nam podwędzić aparat! :P Beatka do niego z prośbą o zdjęcie, a on bierze jej aparat i z rozbrajającym uśmiechem „Thank you” Hyhy… ale nie dałyśmy mu uciec! :P Wreszcie wróciłyśmy pod skocznie na trening. Akurat kiedy szłyśmy w czwórkę na skocznie, jechali Finowie, nio to trzeba było pomachać naszymi flagami! :P Nio i opłacało się, bo Velluś nam odmachał, a Happo(a może Arttu?? Natuś ty zdaje się widziałaś!) się pięknie uśmiechnął! :) Potem kolejny bus załadowany Norwegami… MIKAAAAAA! :D Tego to ja uwielbiam!!! (I love Zakopane!!! Sweet!!). Kiedy wreszcie dotarłyśmy do sektorów, zaczęłyśmy umilać życie pewnemu dziennikarzowi, który wreszcie zrobił nam fotkę, a kiedy spytałyśmy gdzie mamy siebie szukać opowiedział, że w Playboy’u(buahahha ciekawe co z tym naszym zdjęciem!? Trza się upomnieć Varjatki! Buahah… będzie miał co Aho wieszać w szatni! :P). Po skokach próbnych, wróciłyśmy na chwilę do domciu się ogrzać, a potem poszłyśmy pod hotel, gdzie teoretycznie nie wpuszczali… ale od czego są różne tajne wejścia!?? :P Tak więc znalazłyśmy się pod hotelem mniej więcej w momencie, kiedy z treningu wrócili Finowie. A potem przyjechali Norwegowie… ah MIKA!!!! Zupełnie tylko my cztery i on! :P Hehe… dałyśmy mu z Beatką zdjęcia z zeszłego roku do podpisania i zainteresowało go to, bo nas zagadał. Potem z boskim akcentem „Are you from Zakopane??” aww… normalnie można było paść! :P A na sam koniec życzył nam udanego weekendu i takie tam… Mnie oczywiście jak w takich momentach zamurowało(no bo dlaczego on do mnie mówi?? :P Buahha) i zamiast cokolwiek odpowiedzieć po prostu mogłam się tylko uśmiechać! :P MIKA THE BEST! :D Potem wyszło tak jakoś, że kiedy zauważyłam Tommiego w hotelu idącego w stronę sali, pomyślałam raz się żyje i zrobiłam dokładnie ten sam numer co rok temu(a ochroniarz w kiosku bauhaha :P). Beatka poszła za mną i znów znalazłyśmy się w drodze na sale gimnastyczną przez nikogo nie zatrzymywane. W korytarzu spotkałyśmy Koflera, który ku naszemu zdziwieniu rzucił nam wesołe „hello”… a my wzrok za nim jak Varjatki i „hello”. Buahha… szczęście jednak się na tym skończyło, bo okazało się, że na sali Finów nie ma.. widocznie Tommi skręcił na górę, a nie jak my na dół. Ale posiedziałyśmy sobie jeszcze trochę patrząc jak ktoś trenuje judo(czy co to tam było), pozwiedzałyśmy zakamarki COSu i dopiero po dobrych 15 minutach wyszłyśmy z powrotem do holu. A ochroniarz ze zdziwieniem co my tam robimy… buahaha… Uwielbiam ZAKOPANE!! :)

Dzień trzeci. Sobota 18.I.2003.

Heh i powtórzył się scenariusz z zeszłego roku… początkowo stanie w wielkiej kolejce nie było jeszcze takie złe, aż do momentu, kiedy ludzie najwyraźniej się wkurzyli i zaczęli pchać na chama… tłum ruszył tratując barierki, z boku ludzie znów dostawali się bez biletów i było bleeh :((( Już na skoczni w tym tłumie pogubiłam moje Varjatki! Zrobiło mi się słabo i pomyślałam, że jeszcze chwile, a nie wyjdę stamtąd żywa. Przestałam się zatem pchać dalej, a zaczęłam rozpaczliwe próby wydostania się z tłumu gdzieś na bok. Nie było wesoło, bo z każdą chwilą robiło mi się coraz bardziej duszno… przeklinałam wszystkich dookoła, siebie przy okazji, a najbardziej organizatorów. Cudem udało mi się wypchać na zewnątrz. I powiedziałam „koniec, ja tu zostaje, są jakieś granice rozsądku!” nio i stanęłam sobie koło wyciągu w pobliżu barierek, na wszelki wypadek, gdyby znów ktoś postanowił mnie stratować! :P Właściwie tam też było wesoło! :) Tylko jak na złość wszyscy Finowie, za wyjątkiem Tamiego jechali wyciągiem przodem do mnie… on jeden tyłem! Grr! :P ;) Ale co tam wcześniej jako jedyna z Fińską flagą po tej stronie i zdzierająca gardło krzycząc „TAMI” dostałam taki piękny uśmiech, że znów musiałam się mocniej chwycić barierki.. buahha… kofam GO! :D Między czasie skontaktowała się z Varjatkami i kiedy już doszłyśmy do tego, że zarówno one jak i ja żyjemy odetchnęłam troszkę! Trochę mi tylko było smutno, że zostałam sama, ale Beatka i Natuś nie pozwoliły żebym się smuciła za długo i mnie znalazły! (buzie Mordki! :***) Nie pchałyśmy się już jednak w tłum, ale stanęłyśmy sobie naprzeciwko schodów po których na wyciąg dostawali się skoczkowie. I buahah przysięgam miałam lepszą zabawę niż gdybym stała w tym tłumie oglądając zawody… a wszystko to za sprawą Beatki! (KOFAM!) Czas bowiem umilać zaczęła nam podrywając ochroniarza! :P A my z Natuśkiem ledwo stałyśmy na nogach!! Nio i co jakiś czas też coś dogadałyśmy panu Andrzejowi… hihi! :) Boskooooo….. a kiedy z budki wyszedł Axu padłam prawie ze śmiechu! Bo kiedy go zawołałyśmy zrobił taki kofany gest.. którego zresztą nie umiem opisać, ale cudnie.. hihi i wesoło się do nas roześmiał!!! A potem kiedy kolejni Finowie wkraczali na schody dla rozgrzania siebie(i ich :P) śpiewałyśmy „Suomi-Finland!” hihi! :) Nie ma to jak dobra zabawa!! Vellusia błagalnymi głosami prosiłyśmy, żeby choć raz się uśmiechnął i zdaje się poskutkowało… bo o ile początkowo próbował zachować powagę, wreszcie nie wytrzymał i na jego twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu! Hyhy…. Demoralizacja ruleeezzz! :P A kiedy wreszcie wszyscy skoczkowie wyjechali na górę weszłyśmy troszkę w tłum oglądając zawody po trochę na telebimie, a po trochę na żywo! :P Matti, ani Tami(jak na złość mi i Beatce :P) nie zakwalifikowali się do serii finałowej, ale nas to jakoś nie zmartwiło i z głoopawką na maxa ruszyłyśmy pod hotel… i po raz kolejny doznałam szoku! Hyhy… szłyśmy z Beatką wśród tłumu innych kibiców najspokojniej w świecie, kiedy nagle przebiegł koło mnie pewien pan (:P)… buahah ja wiem, że to śmieszne, ale byłam tak zaskoczona, że przez pierwszą chwile nie była w stanie nic z siebie wydobyć i tylko chwyciłam Beatę za nogę (buahah :P) i dopiero później wydusiłam ciche „Ahooo”… hyhy… nio, a kiedy się obróciłyśmy okazało się, że naszymi śladami (;P) podąża Tomek Pochwała! Hihi! :) W hotelu natchnęłyśmy się na Finów jedzących kolacje, troszkę poganiałyśmy sobie po lesie(hyhy jak moi rodzice się dowiedzą co ja w tym Zakopcu wyrabiam to za rok nie pojadę ;) :P) i postanowiłyśmy wrócić do pokoju… a po drodze chyba już ze zmęczenia wpadałam na każdy słup i dokonałam odkrycia na miarę nagrody Nobla :P Buahha… bo zamiast powiedzieć, że „Akseli jest kochany” wrzasnęłam na pół Piłsudzkiego, że „Akseli jest Kokkonen”… buahaha no comments! :P   

Dzień czwarty. Niedziela 19.I.2003.

            Ojej czemu to wstawania jest takie męczące!?? :P Ale czego się nie robi… tak więc dowlekłyśmy się pod skocznie. Organizacja tego dnia była o niebo lepsza, zrobili dwa wejścia do sektorów i wszystko szło w miarę sprawnie. Weszłyśmy na stadion i stanęłyśmy znów naprzeciwko pomostu, którym chodzili skoczkowie, wybierając odpowiednie miejsce do zdjęć (swoją drogą ciekawe czy wyszły?? :P). Kari, z naszą małą pomocą, (no co przecież my tylko się uśmiechałyśmy :P) trzy razy potknął się na schodach. Hyhy… nio a kiedy już wszyscy Finowie wyjechali na górę poszłyśmy pod telebim obejrzeć kwalifikacje. Tam spotkałyśmy Fińskich kibiców, którzy ze względu na nasze fińskie flagi przekonani o tym, że my Finki zaczęli do nas gadać coś w tym pięknym języku… hyhy, a my gały na nich i coś tam, że my z Polski. Hihi… sytuacja powtórzyła się jeszcze raz, klika minut później… a mówią, że Finowie to jacyś mało wygadani! :P Po pierwszej serii było mi już wystarczająco zimno, a nie miałby mnie kto rozgrzewać, bo Tami znów sobie za dobrze nie poskakał, więc postanowiłyśmy zejść pod hotel. Nie chcieli nas tylko wypuścić ze skoczni, bo nie miałyśmy biletów… ja rozumie, że wpuścić, ale WYPUŚCIĆ!?? Eh no cóż, w rezultacie olałyśmy ochroniarza i wypchałyśmy się na chama! :P Nio i pod hotelem wiedząc, że Tami przyjdzie sam postanowiłyśmy trochę poczatować na niego z zamiarem zrobienia wywiadu. Tyle tylko, że kiedy go zobaczyłam biegnącego w naszą stronę straciłam całą odwagę i gdyby nie Beatka nici by z tego wyszły. Nio ale na szczęście moja veri best friend go grzecznie zatrzymała, a kiedy już tak stał trochę zdziwiony na nas patrząc mnie odblokowało. Jednak nie na długo, bo po słowach „So let’s do it now” (buaha jakie propozycję :P) nogi się pode mną ugięły, zrobiło mi się piekielnie gorąco (Misiek ja naprawdę tylko dlatego się rozpięłam :P) i zapomniałam jak się mówi po angielsku. Buahah to była porażka… chociaż Reniferek twierdzi, że z perspektywy obserwatora „wyglądało to wręcz na baaaaardzo przyjacielską pogawędkę!!!” (buzia Reindeer! :** Szkoda, że jednak mnie w ten łeb nie trzepnęłaś! :(((). Tak czy inaczej w rezultacie z moich zdaje się 14 pytań wydusiłam 5 i to jeszcze najgłupszych. :P Nio, ale dobra zainteresowanych odsyłam TU! :P Na pamiątkę zostało mi piękne nagranie(tylko mnie wyciąć :P)… boziu umieram jak słyszę jego głos! :P Aww… buahah niech mnie ktoś strzeli i doprowadzi do porządku!! :P Oki wracając do świata rzeczywistego… ekhm to wcale nie było takie łatwe! Łomatko jeszcze długo z Beatką nie mogłyśmy uwierzyć, że to prawda… Tamiś i te jego oczka… aaa! Mówiłam przymknąć mnie! Spokój… dobra po tych przeżyciach spotkałyśmy się na chwile z moimi rodzicami, którzy chyba z nudów postanowili sobie na konkurs przyjechać :D :D a potem znów ruszyłyśmy pod hotel(nasza stała trasa pokój-cos-skocznia-cos-krupówki-pokój… bauhaha :P). Tam wpadłyśmy na wracającego Mateuszka i po zdjęciu z nim wreszcie udałyśmy się do pokoju… w kółko odtwarzając po drodze nagranie z Tamim… „Play… NO that’s Jussi!” buahahah... A wieczorkiem wyszłyśmy na spacer po Zakopcu, jeszcze raz zobaczyć przed wyjazdem pięknie oświetloną skocznie, przejście się alejkami Zakopanego, posiedzieć w Morskim Oku przy ciasteczkach i powspominać to co już się wydarzyło…

Dzień piąty. Poniedziałek 20.I.2003 – Lotnisko.

            No cóż któż mógł być tak inteligentny żeby wstać o piątej rano, w Krakowie być o dziewiątej, a na Balicach już koło dziesiątej!? Odpowiedz jest prosta… tylko MY! :D :P Tak więc pierwsze chyba dwie godzinki przesiedziałyśmy z Beatką na lotnisku wpatrując się w panów lepiących mozolnie na posadzce jakiś napis(ale jeden miał fajne zielone włoski hyhy :D). Aż na dole zrobiło się jakieś poruszenie i na lotnisku pojawił się Cecon. Buahha wziął sobie wózeczek na bagaże i jeździł z nim po hali wydając z siebie dźwięki typu „brum-brum” jak dzieciak… buahaha.. boskie to było. Czekając tak na kolejnych skoczków przyszedł Niuniek(Wercia buzie! :*) i oczywiście Natuśka z Gabi! :) No więc Varjatkowo się zaczęło na nowo jeszcze bez skoczków! :P Siedziałyśmy sobie w najlepsze oglądając wywołane już fotki z Zakopanego, kiedy nagle na lotnisko jak wystrzeleni z procy wpadli Axu i Arttu… bauhaha wyobraźcie sobie wyścig dwóch młodych podopiecznych Tommiego do kibelka… jessooo umarłam tam ze śmiechu… zdaje się za dużo popili w drodze z Zakopanego i teraz była walka o przetrwanie! :P Pierwszy drzwi dopadł Akseli… buahha nie mogę jak sobie to przypomnę! Żałuje, że kamery nie miałam… buahha. Kiedy już przestałyśmy się śmiać, zaczęło nas zastanawiać dlaczego tylko oni są na lotnisku. Dopiero po chwili olśniło nas, że przecież dwóch panów „A” wraca do Suomi, a pozostali fińscy skoczkowie lecą do Japonii. Tak więc cierpliwie postanowiłyśmy czekać na przyjazd pozostałych Finów… czekanie zeszło nam chyba do 14… ale ani przez chwilę nam się nie nudziło. Nio i nagle właściwie w jednej chwili zwaliła się na lotnisko ekipa Austriacka, Niemiecka i… i kurcze ktoś tam jeszcze przyjechał! :P Pomyślałyśmy więc, że Finowie też gdzieś być muszą. Zatem ja, Beatka i Natalia wyszłyśmy przed hale… i oczywiście natchnęłyśmy się na wcale nie rzucający się w oczy autobus Finów! :P No cóż Vellu kiedy nas dostrzegł, jakoś niepewnie się nam przyjrzał po czym obszedł szerokim łukiem, szukając innego wejścia…. Buahaha… biedactwo się przestraszyło! :P Czy my takie straszne jesteśmy!?? :P ;) Za to pan Hofer przechodząc koło nas sam powiedział nam „hello” :P… może poznał ten aparat! ;) Wróciłyśmy więc do środka nie chcąc przeszkadzać nikomu w rozpakowywaniu się. Nio, ale kiedy w środku znaleźli się również Finowie stając do odprawy nie wytrzymałam i cała klisza poszła w przeciągu kilku chwil… hyhy. Ciekawe tylko co mi z tego wyszło(jeśli cokolwiek to z pewnością przewaga Tamiśka :P) Natuś i Beatka zajęły się Tommim, Mattim i młodymi Austriakami, a my z Niunią polowałyśmy na FinkaFinka! :P Buahha… ale FinekFinek był świnia i nam się wciąż chował… a potem razem z Tamim dostali napadu śmiechu… pewnie się z nas śmiali! :P Ale co tam my z Wercią też miałyśmy dobry ubaw! :P I tak jakoś zeszło… to znaczy w pewnym momencie uznałam, że stanie tam dłużej nie ma już sensu, pożegnałam się więc z Varjatkami i razem z Beatką poszłyśmy na przystanek… tyle tylko, że okazało się, że autobus mamy dopiero za 15 minut, więc postanowiłyśmy jeszcze na chwilę wrócić. I wtedy zupełnie powalił mnie Jasiek, który wyciągnął szminkę, błyszczyk czy co to tam było i się nim ładnie wysmarował! Buahha… dłuższe przebywanie z Finami grozi niechybnym zgonem spowodowanym śmiechem! :P Eh… chce znów do Zakopanego!!!! :((

 

(c) 2002-2007 by Skowro. Wszelkie prawa zastrzeżone